Mecz Wisła Kraków - Legia Warszawa, tzw. szlagier naszej ekstraklasy. Dwa znienawidzone kluby mają okazję pokazać, który jest lepszy. No i prawidłowo tak być powinno.
Powinno bo niby mecz się jeszcze nie rozpoczął ale PZPN wynik pewnie
już zna! Jeśli zdążyli posmarować sędziemu wygra legia (nie dlatego, że ją lubią, dlatego, że jest stołecznym klubem), jeśli nie wynik jest sprawą otwartą dla obu drużyn.
Co na to kibice? Jeszcze do niedawna szaleli ze złości, krzesełka latały, ale ostatnio większość nerwowych siedzi... PZPN się z tego cieszy bo 99% tych krzesełek poszło by w nich gdyby tylko na meczach się pojawiali (w zasięgu kibiców). No i tak się niszczy politykę futbolową w tym kraju, jedni siedzą (nie zawsze "za coś" czasem za to, że się nawinęli policji), inni klną i wyłączają telewizor bo co tu oglądać? Mecz, gdzie 1 klub w lidze ulega ostatniemu, żeby ten nie spadł do niższej ligi? Mają kibice dość i coś takiego jak liga znika. Zespoły owszem są, ale co raz częściej z nazwy, na stadionach robi się pusto i piosenek na cześć swych drużyn kibice śpiewają jakoś mniej.
Częściej śpiewają na cześć PZPN-u no ten to już ma pokaźny repertuar, chyba lepszy niż "narodówka", zresztą trener (Listkiewicz) dostaje więcej uwagi od kibiców niż, sam LEO!!! Może by tak wysłać ten nasz "związek" na Euro 2012? Hmm, wcale nie tak głupi pomysł jakby się mogło wydawać, dobrze "dofinansowani" mogli by tam nieźle namieszać :D
A na razie miło było by ich eksportować za granicę najlepiej na Syberię, albo Grenlandię. Wedle mojej wiedzy nie ma tam żadnych klubów piłkarskich (z uwagi na klimat to chyba nie jest możliwe), a więc potrzeba profesjonalistów do przecierania szlaków i my ich możemy dać!!! Nawet kupić im bilety... w jedną stronę, śniegi też są piękne na swój sposób oczywiście.
Newsy, artykuły, filozofia, polityka, artykuły historyczne, aktualne wydarzenia z kraju, świata, Polska, nowinki, książki, wolne myśli, blog.
niedziela, 26 października 2008
wtorek, 21 października 2008
Sylwester
No to jedziemy z Anią na sylwestra, ale jej się nie podoba...... Opiszę tę historię od początku, a było to tak.
Pewnego dnia powiedziałem do Ani w miłej sielskiej atmosferze Warszawskiej kawalerki
- Ania jedziemy na sylwestra.
No i się zaczęło. Ania wniebowzięta, szczęśliwa i radosna. No i ciągłe pytania "a dokąd, a gdzie, a jak?" - i po co ja jej to mówiłem? A mówiła tak ładnie i tak szybko jak w lokomotywie Tuwima
...A dokąd? A dokąd? A dokąd? Na wprost!
Po torze, po torze, po torze, przez most,
Przez góry, przez tunel, przez pola, przez las
I spieszy się, spieszy, by zdążyć na czas,
Do taktu turkoce i puka, i stuka to:
Tak to to, tak to to, tak to to, tak to to,
Gładko tak, lekko tak toczy się w dal,
Jak gdyby to była piłeczka, nie stal,
Nie ciężka maszyna zziajana, zdyszana,
Lecz raszka, igraszka, zabawka blaszana.
A skądże to, jakże to, czemu tak gna?
A co to to, co to to, kto to tak pcha?
Że pędzi, że wali, że bucha, buch-buch?
To para gorąca wprawiła to w ruch,
To para, co z kotła rurami do tłoków,
A tłoki kołami ruszają z dwóch boków
I gnają, i pchają, i pociąg się toczy,
Bo para te tłoki wciąż tłoczy i tłoczy
,,I koła turkocą, i puka, i stuka to:
Tak to to, tak to to, tak to to, tak to to!...
No i jedzie wie, że jedzie męczy, męczy, męczydusza. W końcu uległem i roztoczyłem przed Anną piękną, sielską wizję sylwestra. Pełną romantycznych przeżyć, podróży i przygód. Słowem jak z bajki!!!
Będziemy razem daleko w górach w zasadzie sami w dzikiej głuszy. Zewsząd dzika nieokiełznana przyroda, no i przygoda, bo przygoda jest najważniejsza. Opowiedziałem o urokliwych spacerach przy świetle księżyca w leśnych ostępach, o możliwości zetknięcia się z prawdziwą dziką przyrodą, ale Ania, no cóż Ania nie była zachwycona.
- A gdzie będziemy mieszkali ? A będzie ciepła woda? A musi być ten las? A po co w dziurze?
No cóż .... romantyzm upadł i musiałem wyjaśnić, że:
- Mieszkać będziemy nie tak całkiem sami, bo w 4 osobowym pokoju, ale z przedziałką!
- Wody ciepłej tam czasem nie ma, ale blisko jest źródełko to tam jakby co...
- Można łowić tam ryby na prawo i na lewo :D jak kto woli
- Można chodzić po lesie i chodzić.... i chodzić.
- No do miasta jest 30 km ale Pan Stasiu nas zawiezie ino raz.
No i nie wiedzieć czemu, atrakcje się Annie nie spodobały, chociaż skwitowała je tak "Nie ważne gdzie, ważne z kim" - to szybko zmieniła zdanie i ciągle uporczywie marudzi... ach te kobiety.
Pewnego dnia powiedziałem do Ani w miłej sielskiej atmosferze Warszawskiej kawalerki
- Ania jedziemy na sylwestra.
No i się zaczęło. Ania wniebowzięta, szczęśliwa i radosna. No i ciągłe pytania "a dokąd, a gdzie, a jak?" - i po co ja jej to mówiłem? A mówiła tak ładnie i tak szybko jak w lokomotywie Tuwima
...A dokąd? A dokąd? A dokąd? Na wprost!
Po torze, po torze, po torze, przez most,
Przez góry, przez tunel, przez pola, przez las
I spieszy się, spieszy, by zdążyć na czas,
Do taktu turkoce i puka, i stuka to:
Tak to to, tak to to, tak to to, tak to to,
Gładko tak, lekko tak toczy się w dal,
Jak gdyby to była piłeczka, nie stal,
Nie ciężka maszyna zziajana, zdyszana,
Lecz raszka, igraszka, zabawka blaszana.
A skądże to, jakże to, czemu tak gna?
A co to to, co to to, kto to tak pcha?
Że pędzi, że wali, że bucha, buch-buch?
To para gorąca wprawiła to w ruch,
To para, co z kotła rurami do tłoków,
A tłoki kołami ruszają z dwóch boków
I gnają, i pchają, i pociąg się toczy,
Bo para te tłoki wciąż tłoczy i tłoczy
,,I koła turkocą, i puka, i stuka to:
Tak to to, tak to to, tak to to, tak to to!...
No i jedzie wie, że jedzie męczy, męczy, męczydusza. W końcu uległem i roztoczyłem przed Anną piękną, sielską wizję sylwestra. Pełną romantycznych przeżyć, podróży i przygód. Słowem jak z bajki!!!
Będziemy razem daleko w górach w zasadzie sami w dzikiej głuszy. Zewsząd dzika nieokiełznana przyroda, no i przygoda, bo przygoda jest najważniejsza. Opowiedziałem o urokliwych spacerach przy świetle księżyca w leśnych ostępach, o możliwości zetknięcia się z prawdziwą dziką przyrodą, ale Ania, no cóż Ania nie była zachwycona.
- A gdzie będziemy mieszkali ? A będzie ciepła woda? A musi być ten las? A po co w dziurze?
No cóż .... romantyzm upadł i musiałem wyjaśnić, że:
- Mieszkać będziemy nie tak całkiem sami, bo w 4 osobowym pokoju, ale z przedziałką!
- Wody ciepłej tam czasem nie ma, ale blisko jest źródełko to tam jakby co...
- Można łowić tam ryby na prawo i na lewo :D jak kto woli
- Można chodzić po lesie i chodzić.... i chodzić.
- No do miasta jest 30 km ale Pan Stasiu nas zawiezie ino raz.
No i nie wiedzieć czemu, atrakcje się Annie nie spodobały, chociaż skwitowała je tak "Nie ważne gdzie, ważne z kim" - to szybko zmieniła zdanie i ciągle uporczywie marudzi... ach te kobiety.
wtorek, 17 czerwca 2008
Poradnik do plemion :)
Jak się rozbudowywać, ile wojska, ile zwiadu. Poradnik ogólny autorstaw Mentor0Piszę go w związku z pytaniami o rozbudowę i o limity wojska jakie trzeba mieć.Poradni dotyczy graczy posiadających jedną wioskę!Ile wojska?Wojsko liczymy najłatwiej na tej zasadzie - liczba punktów jaką mamy przez 100. Czyli jeśli mam tysiąc punktów dziele przez 100 i wynik mnoże przez 2 wiem, że muszę mieć po 100 mieczy i 100 pik na tym etapie gry. Innymi słowy na każdy 1 tys. punktów muszę mieć 200 defensywy. Wtedy będę miał MINIMUM oborny. Najlepiej na każdy tysiąc mieć po około 200 obrony, to jest b. dobra liczba obrońców.Jeżeli idziemy w grę ofensywną (90% graczy tak robi) to trzymamy się limitu 200 oborńców w wiosce jako absolutnego minimum!! Najkorzystniej jest produkować 60% mieczy do 40% pik, liczba mieczy może byc nieznacznie większa, gdyż ataki są zwykle w większości złożone z toporów (są tańsze i szybsze w produkcji). Po za tym miecze mają lepszy stosunek oborny na lekką jazdę (miecze mają 15) niż piki w stosunku do toporów (piki mają 5).Ofensywa powinna być produkowana równorzędnie z defensywą, najlepiej stawiać na lekką kawalerię (choaciaż ja sam preferuję topory) jest to najprostszy sposób na farmienie i wybudowanie dobrej ofensywy.Ile mieć ofensywy? Jeśli przy tysiącu punktów mamy po 200 pik i 200 mieczy (około może to być 190, ale już nie 170!) to możemy robić samą ofensywę (pamiętając żeby powoli ale systematycznie dobudowywać defensywę). Defensywę kończymy budować kiedyś uzyskamy po 400-500 pik i mieczy (czyli 1000 wojska), można część zastąpić łukami.Po za tym musimy robić zwiad, na początku do tysiąca punktów wystarczy 20-40 zwiadowców. Później liczbę należy zwiększać systematycznie do 200, więcej nie ma sensu (chyba że sami mamy zamiar kogoś zeskanować).Topory i lekką robimy na full - czyli do zapełnienia zagrody.BudynkiNa samym pozątku budujemy kopalnie, drewno, poziom niżej glinę i 2-3 poziomy niżej żelazo - w ten sposób nie będzie nam brakowało surowców np. 9,8,6Z czasem po 500 punktach, zrównujemy glinę z drewnem, kopalnia żelaza wedle potrzeb. Budujemy od początku następujące budynki- Kopalnie DREWNA, GLINY, ŻELAZA - to absolutna podstawa- Koszary do 5 poziomu - nie wyżej bo to na tym etapie strata surki i tak wojska nie robicie cała dobe bo nie macie surowca.- Stajnia poziom 3 - z tych samych powodów co wyżej- Spichlerz - musi być duży żeby się nam nie zapełniał!! Jak wiemy, że nie będzie nas cały dzień to dajemy 2 poziomy spichlerza i się nie martwimy- Zagroda - no oczywiście budujmy kiedy kończy się miejsce w zagrodzie :)- Mur - na późniejszym etapie gry (od 300 punktów) budujemy kilka poziomów, tak żeby koło 1500 punktów mieć co najmniej 10 poziom.- Kuźnię - do póki nie odblokują nam się konie.Więcej nic póki nasze kopalnie nie będą miały przynajmniej 16-18 poziomu. To b. nudna faza gry, tylko się farmi i prawie nic nie robi, ale daje jak ja to nazywam "kopa" punktowego na późniejszym etapie. Było to oczywiście widać ja i Feniks46 byliśmy w połowie stawki (czasem nawet pod końcem) od około 300 punktów zaczynamy b. przyspieszać (zdoganiamy czołówkę, ale jeszcze nie jesteśmy top naprawdę silni punktowo) wtedy budujemy mur, rynek itd, na niskich poziomach. Po tysiącu punktów zaczyna się budowanie reszty (oczywiście kopalnie w między czasie jeśli tylko jest wiecej surki). No i wtedy zaczyna się prawdziwe przyśpieszenie.Jak budujemy kopalnie, na początku gry po 3 dziennie, później od 16 poziomu po 2 dziennie do 21, potem po jednej :)Proszę o uwagi to uzupłenię ten poradnik. Nikt się nie musi stosować dałem go żebyście przestali mnie pytać listownie. Mam nadzieję, że jest dobry jeśli zobacze błędy lub braki to poprawie.P. S. nie pisałem, ale żeby nadążać z grą trzeba farmić, nie wiem jak dobrze grać, bo bez farmienia nie da się utrzymać podanego tępa.
czwartek, 8 maja 2008
58 list Seneki do Lucyliusza.
58 list Seneki do Lucyliusza.
Seneka skarży się na braki we współczesnym słownictwie. Opisuje dokładnie negatywne zmiany jakie jego zdaniem zaszły w słownictwie łacińskim. Cytuje fragmenty wskazując w nich nowe słownictwo i wykazuje, że jest ono gorsze niż stara łacina.Prosi by essentia można było używać w znaczeniu „istota rzeczy”. W dalszej części wyjaśnia istotę rodzaju i gatunku. Seneka wyjaśnia pokrótce swoją filozofię, zaczerpniętą od Arystotelesa, wymienia istoty mające ducha. Hierarchizując – te które są żywe umieszcza wyżej. Wyróżnia zatem istoty cielesne i bezcielesne. Problemem tej części listu jest wymienianie przez Seneke różnych ujęć, przytaczanie filozofii Arystotelesa, która nijak ma się do wcześniej omawianych problemów gramatycznych.W dalszej części listu Seneka przedstawia filozofię Platona. Wymienia jej elementy jako bardzo odkrywcze. W ostatniej części autor porusza kwestię starości. Pisze, że odbieranie sobie życia jest błędem i tchórzostwem. Z drugiej jednak ostrzega przed przesadną chęcią przedłużania go (należy zauważyć, że starość w starożytnym Rzymie była o wiele uciążliwsza niż dziś, brak leków posuwał ludzi do drastycznych decyzji). Seneka potępia te akty desperacji.
Jest to bardzo skrócona wersja listu 58 listu Seneki. Można ją traktować jedynie do zapoznania się z ogólną budową listu i jego głównych wątków.
Seneka skarży się na braki we współczesnym słownictwie. Opisuje dokładnie negatywne zmiany jakie jego zdaniem zaszły w słownictwie łacińskim. Cytuje fragmenty wskazując w nich nowe słownictwo i wykazuje, że jest ono gorsze niż stara łacina.Prosi by essentia można było używać w znaczeniu „istota rzeczy”. W dalszej części wyjaśnia istotę rodzaju i gatunku. Seneka wyjaśnia pokrótce swoją filozofię, zaczerpniętą od Arystotelesa, wymienia istoty mające ducha. Hierarchizując – te które są żywe umieszcza wyżej. Wyróżnia zatem istoty cielesne i bezcielesne. Problemem tej części listu jest wymienianie przez Seneke różnych ujęć, przytaczanie filozofii Arystotelesa, która nijak ma się do wcześniej omawianych problemów gramatycznych.W dalszej części listu Seneka przedstawia filozofię Platona. Wymienia jej elementy jako bardzo odkrywcze. W ostatniej części autor porusza kwestię starości. Pisze, że odbieranie sobie życia jest błędem i tchórzostwem. Z drugiej jednak ostrzega przed przesadną chęcią przedłużania go (należy zauważyć, że starość w starożytnym Rzymie była o wiele uciążliwsza niż dziś, brak leków posuwał ludzi do drastycznych decyzji). Seneka potępia te akty desperacji.
Jest to bardzo skrócona wersja listu 58 listu Seneki. Można ją traktować jedynie do zapoznania się z ogólną budową listu i jego głównych wątków.
wtorek, 6 maja 2008
Seneka - krótki życiorys
Seneka urodził się około 5 r. p. n. e. zmarł 65 r. n. e. (żył prawdopodobnie 70 lat). Był filozofem, pisarzem, poetą, retorem. Jego życie zajmowała twórczość, najciekawszymi elementami biografi Seneki są:
1. Wychowywał Nerona, ze znanym skutkiem
2. Był konsulem w 56 roku.
3. Był Stoikiem
4. Wywarł duży wpływ na cherześciaństwo.
Umarł nieszczęśliwie, oskarżony o udział w spisku popełnił samobójstwo przez podcięcie sobie żył.
Autor wielu dzieł m. in. "o łagodności", "o życiu szczęśliwym", "dialogi", a także 20 listów moralnych. Pisał również tragedie i księgi przyrodnicze.
1. Wychowywał Nerona, ze znanym skutkiem
2. Był konsulem w 56 roku.
3. Był Stoikiem
4. Wywarł duży wpływ na cherześciaństwo.
Umarł nieszczęśliwie, oskarżony o udział w spisku popełnił samobójstwo przez podcięcie sobie żył.
Autor wielu dzieł m. in. "o łagodności", "o życiu szczęśliwym", "dialogi", a także 20 listów moralnych. Pisał również tragedie i księgi przyrodnicze.
piątek, 2 maja 2008
Uwaga!!!
Nie polecam bezmyślnego kopiowania prac z bloga, pytacie mnie czasem o bibliografie, nie zamieszczam jej. Mogę podać ją indywidualnie, kopiowanie tekstów jest dużym błędem, gdyż są to wersje robocze, które:
1. Zawierają liczne błędy i czasem są niepełne.
2. Mogą wyrządzić wam więcej szkody niż pożytku :)
W celu otrzymania poprawnych wersji prac należy napisać informację, na gg, skype, mail, lub w komentarzu do pracy na penwo odpowiem!
1. Zawierają liczne błędy i czasem są niepełne.
2. Mogą wyrządzić wam więcej szkody niż pożytku :)
W celu otrzymania poprawnych wersji prac należy napisać informację, na gg, skype, mail, lub w komentarzu do pracy na penwo odpowiem!
sobota, 12 kwietnia 2008
Sagi o Wikingach
Część 1.
Informacje do tej pracy zaczerpnąłem z książki „Wyprawy Wikingów” autorstwa Harleya Mowata
“Wyprawy Wikingów” są bardzo ciekawą lekturą ale już na wstępie zamieszczę podstawową jak sądzę informację. Przede wszystkim zacznę od tego, że książka została wydana w 1965 roku, czyli bagatela prawie pół wieku temu. Co „teoretycznie” mogło by oznaczać, że się zdezaktualizowała. Słowo teoretycznie napisałem w cudzysłowie, gdyż badania nad wikingami i okresem, w którym żyli są wyjątkowo trudne, po za tym w zasadzie nie jesteśmy w stanie poszerzyć naszej wiedzy w tej dziedzinie w sposób znaczący z kilku powodów:
Sagi są praktycznie jedynymi źródłami z tamtego okresu i są to źródła o dużym jak na owe czasy poziomie rzetelności.
Wikingowie około XIV wieku po prostu wyginęli i nie wiele się po nich zostało.
Nowe wykopaliska np. ciał też nie wnoszą zbyt wiele, gdyż wiem co jedli, w co się ubierali i jak żyli. Znamy wygląd ich statków, długość, budulec jaki użyto to ich wyrobów, odnaleziono kilka dobrze zachowanych wraków.
Książkę jak już wspomniałem podzieliłem na dwie części. Pierwsza mówi o sagach i ta w zasadzie nie może się zdezaktualizować bo są w niej informacje pochodzące z sag i już w tamtym okresie zweryfikowane (jeśli są jakieś różnice to drobne i raczej nie znaczące). Jak to się dzieje, że po prawie 50 latach nie poczyniliśmy postępów? Otóż postępy są np. autor ocenia wydarzenia, że kiedyś prawdopodobnie (70%) były takie a takie warunki na północy Ameryki, a dziś wiemy, że raczej na pewno takie były (90%). Różnimy się, także wielką ilością nowych hipotez odpowiadających na pytania, na które pewnie nigdy odpowiedzi nie będzie np. kiedy autor sag mówi, napotkali wielu tubylców. My już nigdy się nie dowiemy ilu to było „wielu”.
Druga część to aneksy podejmujące w sposób naukowy sagi i ich treść. Autor analizuje tam możliwe warunki pogodowe, możliwe ukształtowanie terenu (przez tysiąc lat sporo mogło się zmienić). Ta część jest na pewno mniej aktualna ale na potrzeby zaznajomienia się z wikingami na pewno absolutnie wystarczająca.
Z ciekawszych rzeczy jakie można tu przytoczyć na korzyść książki, należy zauważyć, że autor sam wielokrotnie jeździł do „prawdopodobnych” rejonów przebywania Wikingów i badał sam te okolice. Dzięki czemu precyzyjnie określa miejsca, o których mówią sagi. Ciekawa jest również sytuacja naukowa w jakiej się on znajduje. Otóż sagi są bardzo specyficznie spisane. Z jednej strony skrybowie piszą nazwy wikingów na określenie danych rejonów, co uniemożliwia na pierwszy rzut oka ich identyfikację nazwa np. „Winlandia” określa półwysep Nowa Funlandia, chociaż nie wiadomo precyzyjnie, który rejon półwyspu. Innym razem z kolei skrybowie domyślając się położenia danego rejonu określają go swoim językiem (współczesnym dla nich) i też ciężko orzec czy trafnie określili miejsce, o którym mowa w sagach.
No i tak dowiadujemy się na pewno, że Wikingowie podróżowali z Islandii do Grenlandii a następnie do Ameryki północnej (konkretnie wybrzeża wschodniej Kanady), które określane są w bardzo niejasny sposób, ale na skutek bardzo dokładnych badań naukowych można odtworzyć szlak z ogromną dokładnością. Praca jaką wnieśli naukowcy w odwzorowanie tej trasy jest nie do przecenienia. Mogę to porównać do zgliszczy domu, na podstawie których bardzo dokładnie jesteśmy w stanie określić jego wielkość i wygląd. Co graniczy z cudem. Ewidentnie naukowcy stanęli na wysokości zadania, głównie Norwescy i Duńscy ze zrozumiałych powodów przodują w tych badaniach. Autor powołuje się na liczne prace i przedstawia fragmenty sag po czym interpretuje je.
Jest to pierwszy milowy punkt tej książki, można przeczytać jedyne oryginalnie zachowane teksty wikingów.
Pojawia się pytanie. Na ile te opisy są faktycznymi opisami zdarzeń, a na ile zostały przetworzone przez osoby, które kopiowały te teksty? Wikingowie generalnie byli niepiśmienni, ani w Grenlandii, ani w Irlandii (tu czasem ktoś posiadał tę zdolność) nie było raczej osób znających biegle pismo. Sagi spisano około XIII wieku czyli około 300 lat po wydarzeniach, ale jak dowodzą badania przekazy ustne są praktycznie nie zmienione przez setki lat. Teksty były prawdopodobnie spisane językiem runicznym jaki stosowali Wikingowie, ale nie mamy do niego dostępu jest jeden kamień, na którym są prawdopodobnie wyryte ich runy, ale część naukowców nie chce dać wiary oryginalności pisma. Był jeszcze prawdopodobnie jeden taki kamień, ale zaginął w XVII wieku we Francji. Z zapisków prowadzonych wyjątkowo dokładnie jasno daje się odczytać mały zasób słownictwa wikingów i daje się odnaleźć liczne poprawki wprowadzane przez mnichów przepisujących księgi, którzy „domyślając się” o co chodziło autorowi nie jednokrotnie „poprawiali” fragmenty tekstów. Z tych poprawek wynikają niestety głównie nieścisłości, wielu naukowców nie może odróżnić oryginalnych tekstów od możliwych poprawek. Co najgorsze zwykle poprawki dotyczą okresu chrześciańskiego, gdzie starają się “wybielić” różne nieścisłości jakie miały miejsce. Chodzi głównie o “nawracanie”, które mnisi usiłują ukazać w jak najlepszym świetle, jednakże da się odtworzyć prawdę na podstawie innych źródeł, które mówią o “nawracaniu ogniem i mieczem” i licznych walkach co dowodzi wprowadzania chrześciaństwa siłą.
Informacje do tej pracy zaczerpnąłem z książki „Wyprawy Wikingów” autorstwa Harleya Mowata
“Wyprawy Wikingów” są bardzo ciekawą lekturą ale już na wstępie zamieszczę podstawową jak sądzę informację. Przede wszystkim zacznę od tego, że książka została wydana w 1965 roku, czyli bagatela prawie pół wieku temu. Co „teoretycznie” mogło by oznaczać, że się zdezaktualizowała. Słowo teoretycznie napisałem w cudzysłowie, gdyż badania nad wikingami i okresem, w którym żyli są wyjątkowo trudne, po za tym w zasadzie nie jesteśmy w stanie poszerzyć naszej wiedzy w tej dziedzinie w sposób znaczący z kilku powodów:
Sagi są praktycznie jedynymi źródłami z tamtego okresu i są to źródła o dużym jak na owe czasy poziomie rzetelności.
Wikingowie około XIV wieku po prostu wyginęli i nie wiele się po nich zostało.
Nowe wykopaliska np. ciał też nie wnoszą zbyt wiele, gdyż wiem co jedli, w co się ubierali i jak żyli. Znamy wygląd ich statków, długość, budulec jaki użyto to ich wyrobów, odnaleziono kilka dobrze zachowanych wraków.
Książkę jak już wspomniałem podzieliłem na dwie części. Pierwsza mówi o sagach i ta w zasadzie nie może się zdezaktualizować bo są w niej informacje pochodzące z sag i już w tamtym okresie zweryfikowane (jeśli są jakieś różnice to drobne i raczej nie znaczące). Jak to się dzieje, że po prawie 50 latach nie poczyniliśmy postępów? Otóż postępy są np. autor ocenia wydarzenia, że kiedyś prawdopodobnie (70%) były takie a takie warunki na północy Ameryki, a dziś wiemy, że raczej na pewno takie były (90%). Różnimy się, także wielką ilością nowych hipotez odpowiadających na pytania, na które pewnie nigdy odpowiedzi nie będzie np. kiedy autor sag mówi, napotkali wielu tubylców. My już nigdy się nie dowiemy ilu to było „wielu”.
Druga część to aneksy podejmujące w sposób naukowy sagi i ich treść. Autor analizuje tam możliwe warunki pogodowe, możliwe ukształtowanie terenu (przez tysiąc lat sporo mogło się zmienić). Ta część jest na pewno mniej aktualna ale na potrzeby zaznajomienia się z wikingami na pewno absolutnie wystarczająca.
Z ciekawszych rzeczy jakie można tu przytoczyć na korzyść książki, należy zauważyć, że autor sam wielokrotnie jeździł do „prawdopodobnych” rejonów przebywania Wikingów i badał sam te okolice. Dzięki czemu precyzyjnie określa miejsca, o których mówią sagi. Ciekawa jest również sytuacja naukowa w jakiej się on znajduje. Otóż sagi są bardzo specyficznie spisane. Z jednej strony skrybowie piszą nazwy wikingów na określenie danych rejonów, co uniemożliwia na pierwszy rzut oka ich identyfikację nazwa np. „Winlandia” określa półwysep Nowa Funlandia, chociaż nie wiadomo precyzyjnie, który rejon półwyspu. Innym razem z kolei skrybowie domyślając się położenia danego rejonu określają go swoim językiem (współczesnym dla nich) i też ciężko orzec czy trafnie określili miejsce, o którym mowa w sagach.
No i tak dowiadujemy się na pewno, że Wikingowie podróżowali z Islandii do Grenlandii a następnie do Ameryki północnej (konkretnie wybrzeża wschodniej Kanady), które określane są w bardzo niejasny sposób, ale na skutek bardzo dokładnych badań naukowych można odtworzyć szlak z ogromną dokładnością. Praca jaką wnieśli naukowcy w odwzorowanie tej trasy jest nie do przecenienia. Mogę to porównać do zgliszczy domu, na podstawie których bardzo dokładnie jesteśmy w stanie określić jego wielkość i wygląd. Co graniczy z cudem. Ewidentnie naukowcy stanęli na wysokości zadania, głównie Norwescy i Duńscy ze zrozumiałych powodów przodują w tych badaniach. Autor powołuje się na liczne prace i przedstawia fragmenty sag po czym interpretuje je.
Jest to pierwszy milowy punkt tej książki, można przeczytać jedyne oryginalnie zachowane teksty wikingów.
Pojawia się pytanie. Na ile te opisy są faktycznymi opisami zdarzeń, a na ile zostały przetworzone przez osoby, które kopiowały te teksty? Wikingowie generalnie byli niepiśmienni, ani w Grenlandii, ani w Irlandii (tu czasem ktoś posiadał tę zdolność) nie było raczej osób znających biegle pismo. Sagi spisano około XIII wieku czyli około 300 lat po wydarzeniach, ale jak dowodzą badania przekazy ustne są praktycznie nie zmienione przez setki lat. Teksty były prawdopodobnie spisane językiem runicznym jaki stosowali Wikingowie, ale nie mamy do niego dostępu jest jeden kamień, na którym są prawdopodobnie wyryte ich runy, ale część naukowców nie chce dać wiary oryginalności pisma. Był jeszcze prawdopodobnie jeden taki kamień, ale zaginął w XVII wieku we Francji. Z zapisków prowadzonych wyjątkowo dokładnie jasno daje się odczytać mały zasób słownictwa wikingów i daje się odnaleźć liczne poprawki wprowadzane przez mnichów przepisujących księgi, którzy „domyślając się” o co chodziło autorowi nie jednokrotnie „poprawiali” fragmenty tekstów. Z tych poprawek wynikają niestety głównie nieścisłości, wielu naukowców nie może odróżnić oryginalnych tekstów od możliwych poprawek. Co najgorsze zwykle poprawki dotyczą okresu chrześciańskiego, gdzie starają się “wybielić” różne nieścisłości jakie miały miejsce. Chodzi głównie o “nawracanie”, które mnisi usiłują ukazać w jak najlepszym świetle, jednakże da się odtworzyć prawdę na podstawie innych źródeł, które mówią o “nawracaniu ogniem i mieczem” i licznych walkach co dowodzi wprowadzania chrześciaństwa siłą.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Wyszukiwarka
O mnie
- Łukasz
- Warszawa, Mazowsze, Poland
- Jestem studentem 3 roku filozofi. Lubię poznawać nowych ludzi, podróżować, żartować, robić ciągle coś nowego, odkrywać. Mam dziewczynę też studiuje filozofię na 3 roku. Kontakt: gg 4798704 Skype Lukas8656 Mail lukas86-1986@o2.pl