Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wolne myśli. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wolne myśli. Pokaż wszystkie posty

środa, 7 stycznia 2009



Ale maszynka
Fujifilm FinePix S100FS to niezwykle poważny konkurent dla amatorskich lustrzanek cyfrowych. Posiada matrycę Super CCD HR VIII generacji o rozdzielczości 11.1 miliona pikseli, obiektyw Fujinon z 14.3 krotnym zoomem optycznym i zakresem ogniskowych 28 - 400 mm, podwójną (elektroniczną i optyczną) stabilizację obrazu, system detekcji twarzy drugiej generacji, możliwość zapisu w formacie RAW, 2.5 calowy, odchylany wyświetlacz LCD (230 000 pikseli), czułość do 10 000 ISO. Jest zasilany akumulatorem litowo-jonowym NP-140. Technical Image Press Association (TIPA) przyznało Fujifilm FinePix S100FS nagrodę za rok 2008 w kategorii: najlepszy aparat cyfrowy z superzoomem.European Imaging and Sound Association (EISA) przyznało aparatowi Fujifilm FinePix S100FS nagrodę za rok 2008/2009 w kategorii: europejski aparat typu super-zoom.
Muszę przyznać ma jeden minus, a mianowicie cena 2 tys. ZALEDWIE :D

czwartek, 11 grudnia 2008

A jednak każdy jest równy.

Człowiek bytując w świecie, jest jego częścią. Nazwa jakiej użyłem "bytowanie" oczywiście jest pojęciem filozoficznym, ale wiernie oddaje sposób w jaki "jesteśmy" na Ziemi.

Tak sobie myślę, jak to jest, że jesteśmy tu, żyjemy, przemijamy a wszystko obywa się bez nas. Cały świat w zasadzie naszej "bytności" nawet nie zauważa, a my mamy czelność czuć się pępkiem tego świata. Bo czujemy się przecież ważni! Siedem miliardów ludzi i każdy czuje się ważny, no można to pogrupować na "ważnych" i "mniej ważnych" i tak np. Pan Kowalski jako mało ważny jest standardowy, a ktoś kto zasłynął dajmy na to prezydent, czy znany aktor, jest ważniejszy, w naszym świecie owszem. Owszem dla nas samych są różnice, ale dla świata to jesteśmy równi.

Nawet jeśli się zastanowić to nie ważne czy dużo śmiecimy, czy zabijamy, czy modlimy się świata to i tak nie obchodzi, czas sobie płynie, ziemia się obraca a my znikamy i pojawiamy się w każdym momencie.

No i znalazłem tę równość, dla świata jesteśmy bezsprzecznie różni, oczywiście tak pojmowanego jako bezładna całość, jako rzeczywistość, która bezceremonialnie odbiera nasze istnienie i nie interesuje się nim, nie bada go boi i po co :)

poniedziałek, 8 grudnia 2008

Strach w nas, DLACZEGO?

Czasem jest tak, że się boimy, że ogarnia nas strach. Strach ale taki specyficzny do człowieka, którego znamy, który jakoś nas fascynuje a jednak budzi niepokój. Chcemy poznać go lepiej, zbliżyć się do tej osoby, ale nie ufamy.

Brak zaufania zawsze ma jakąś przyczynę, np. zawód ta osoba musiała nas wcześniej zawieść i to mocno, zrobić coś może nawet podłego.
No i co zrobić? Jesteśmy zawiedzeni i nie ufamy, a jednak coś nas ciągnie do tej osoby (miłość?) nie strach w miłości to bez sensu. To może strach fizyczny, skoro zranił psychicznie może fizycznie też potrafi, ale gdyby chciał to pewnie by nas tak zranił.

To może jest po prostu zły jakoś tak wewnętrznie zły, zepsuty... no i tak to chyba zostawię.

wtorek, 18 listopada 2008

Jak Ania mnie leczy?

Ostatnio nieszczęśliwie się rozchorowałem. Nic specjalnego zwykłe przeziębienie, ale nieźle mnie wzięło. Poszedłem do apteki, kupiłem leki i..... efekty powolne.

Wówczas moja dama zabrała się za leczenie mnie na własną rękę, domowymi sposobami. Otrzymałem mleko z czosnkiem i miodem.... ble szczerze powiem (nie specjalnie smaczne), ale !!!! Ania bez sensu nic nie robi :) nie smaczne, ale zdrowe :D i to jak :) zdążyłem zjeść i już czuję się bardzo dobrze. Jaki z tego wniosek? Nie ma się co z kobietami spierać, zwłaszcza w kwestiach leczenia, każda zna się na tym NAJLEPIEJ :D

środa, 9 stycznia 2008

Nowy Rok

Dziś temat bardzo na miejscu. Krzysiek (mój dobry kolega) właśnie poradził mi zająć się Nowym Rokiem. W sumie życzenia na sylwestrze były świetne, szczęście, zdrowie, pieniądze... itd. No cóż
rok się zaczął a ja przychorowałem :) ale cóż. Życzenia, swoją drogą, a życie swoją. No ale rozważmy temat poważnie:
Jak Polakom zaczyna nam się 2008 rok? Pora jest dość wczesna bo zaczyna się dopiero 9 dzień, a w  zasadzie noc z 8 na 9. Jednakże zacznę dziś bo jeszcze można zakończyć tego posta jakimiś słowami nadziei :)
Fakty są zgoła nie napawające optymizmem. Lekarze, pielęgniarki i górnicy strajkują. Cudów nie ma hehehe, a napisze coś o tych cudach. W zasadzie to jestem realistą i w cuda nie wierze, chyba że z dnia na dzień. No nie ma i nie było, no i według mnie nie będzie. Hasło dobre tylko jak to trafiło do Polaków? Chyba nam się kraj stacza, skoro ludzie wierzą, że można coś zmienić w momencie. Skoro psuło się latami to i naprawiać trzeba będzie latami :D

Więc cudu nie ma, strajki jak były tak są, tylko że teraz większe i bardziej sensowne bo PiS jasno mówił co i komu da. PO obiecało cud więc każdy mógł sobie to dowolnie zinterpretować.
Ja nie piszę tego złośliwie szczerze współczuję nowej koalicji wypracowanej moim zdaniem przez SLD sytuacji.

Górnicy naprawdę mają małe pensje, praca fatalna, w zasadzie się to nie opłaca. Ja byłbym za znacznym podniesieniem cen węgla, który eksportujemy i z tych pieniędzy dałbym górnikom podwyżki. Dlaczego? Bo węgiel się na świecie kończy a zapotrzebowanie na "czarne złoto" rośnie. Popyt zatem też rośnie, a Polska sprzedaje węgiel (z tego co udało mi się wyszukać) bardzo tanio. Jeśli nawet będziemy sprzedawali węgiel po najwyższych cenach to ktoś i tak go skupi. No i z tych pieniędzy można opłacić górników, ewentualnie nieznacznie podnieść ceny węgla (chociaż ten jest i tak zbyt drogi). Są jeszcze inne rozwiązania oddłużyć kopalnie (żeby zamiast spłacać kredyt, którego i tak nigdy nie spłacą) mogły podnieść płace, wymienić sprzęt... itd. Bądź sprzedać je po korzystnych cenach. Ja jestem za daniem im podwyżek, ale ograniczeniem zbyt drogiego przywileju emerytury
 po 25 latach pracy.  Państwo to kosztuje ogromne pieniądze można by za nie z pewnością dać
górnikom duże podwyżki.

Pielęgniarki no i tu jest problem. Bezwzględnie tych Pań się nie docenia. Ostatnio słuchałem w sumie bzdurnych oskarżeń pod adresem przewodniczącej związku pielęgniarek w mediach. Zarzucano jej posiadanie drogiego futra, w którym występuje w telewizji. Początkowo uznałem,  że faktycznie zachowała się co najmniej niestosownie. Potem jednak jeden z dziennikarzy dotarł do Pana zajmującego się futrami i ten Pan oświadczył, że futro ma wartość 500 EURO!! Przecież to nie całe 2 tys. zł. No nie nazwałbym tego jakąś "wykwintną nonszalancją" zwłaszcza, że kobiety zwykle same sobie futer nie kupują i ta Pani wyjaśniła, że to prezent od męża lekarza, tym samym nie rozumiem czym ta Pani zasłużyła sobie na krytykę. Pielęgniarkom nie wolno futer nosić?
Wracając jednak do sprawy. Dlaczego jestem za podwyżkami dla sióstr? Jeśli ktoś leżał w szpitalu to wie, że lekarz odgranicza się do operowania i wypisywania leków. Siostry są niezastąpione. One te leki dzielą, myją pacjentów no i robią przy nich wszystko. Co z tego mają? Czasem dziękuję, czasem "siostro boli k....... boli". Lekarz już tego nie słucha...
Po za tym pielęgniarkom nikt kopert nie wręcza no chyba, że kawę, ale ciężko nazwać to korupcją na wielką skale.

Lekarze to grupa wyjątkowo problematyczna. Już w zeszłym roku PO coś tam im obiecało i miał być spokój. Mają skrócony czas pracy, no i w zasadzie dalej nie wiem ile zarabiają. Różnie słyszałem, ale generalnie kwota 3 tys. przeważała, ale w kwestii podwyżek mówi się, że lekarze chcą zarabiać nie 5 tys. a 7 tys. Czyli 2 tys. podwyżki... hmm z tego rozumuje, że skoro mają zarabiać 7 a podniosą im pensje o 2 to muszą teraz brać 5 tys. na miesiąc + prezenty i dyżury? Nie wiem jak się sumuje, ale wiem czym jeżdżą. No takie samochody jakie mają lekarze to rzadkość na Polskich drogach. Zawsze wiedzie im się dobrze i ja bym im podwyżek nie dał. Szczerze mówiąc to nie ufam w te ich dobre intencje bo najczęściej wymieniane w Polsce skorumpowane grupy zawodowe to politycy, lekarze.... i potem chyba przepaść. Lekarzy nikt odpowiednio nie kontroluje i o to mam żal do wszystkich partii rządzących. Nikt, ale to nikt ich nie pilnował. No chociaż PiS niby zatrzymał jednego lekarza, ale jeśli chociaż kilka z tych zarzutów, które mu postawiono jest prawdziwych to po prostu nie można go było NIE ZAMKNĄĆ!

Tak więc 2008 rok zaczyna się starymi problemami. Strajki i .... i w zasadzie nic więcej :) Są jednak wyraźne plusy, zawsze na początku każdego roku Polacy są nastawieni optymistycznie. Ja również podzielam optymizm. Dlaczego? Strajkami się nie przejmuje bo nie moja sprawa jak rząd to załatwi. Mój problem polega na tym jak nie chorować jakiś czas :) No a po za tym to dopiero 9 dzień, a jeszcze 353 dni (mamy rok przestępny).



Zajmuję się tym temat

piątek, 28 grudnia 2007

Lekarze

Hmmm podwyżki dla lekarzy dobrze czy źle?

Z jednej strony oczywistym jest fakt, że praca lekarza jest wyjątkowa, z pewnością ratowanie życia to dla lekarzy codzienność! Strażak, czy policjant ratują człowieka raczej "okazyjnie" lekarz codziennie. Ma więc prawo, a nawet więcej winien zarabiać b. dobrze, tak żeby nie musiał się martwić o jutro! Na sali operacyjnej musi być gotowy w 100%
No i mamy jasny fakt, lekarz musi zarabiać dobrze! Tylko teraz pojawia się pytanie - czy Polski lekarz naprawdę zarabia źle? Owszem oficjalnie źle zarabia każdy lekarz, ale nie oficjalnie to powiedzmy sobie szczerze, czy znamy takich, którzy nie jeżdżą bardzo dobrym samochodem? Mercedes to nie jest obiekt westchnień dla lekarza. Oni w 90% mają te merce ;/ kurcze ale skąd? No przecież nie za te grosze.

No i tu pojawia się ten ciemny aspekt łapówkarstwa wśród lekarzy, biorą dużo i często. Czyli ile? Załóżmy, że lekarz ma 3-4 operacje na dzień. Po udanej operacji rodzina zwykle się odwdzięcza no niech będzie że co druga dała mu tzw. prezent.  Co to jest, albo koniak, albo kasa. 300-500 zł. Dziennie to na pewno dostanie. Zresztą nie wiem czy każdy widział barek słynnego doktora G. (pokazali go po zatrzymaniu :) Sklep z alkoholem bym otworzył mając takie zaplecze :D teraz się nie dziwie, że lekarze piją :[ No niestety nie jest to śmieszne, biorą łapówki i to jest standard. Taki lekarz ogólny, może ma małą pensje, może nie ma tak wiele okazji, żeby sobie "dorobić" ale nie oszukujmy się biedni nie są!
Najskuteczniejszym rozwiązaniem w moim przekonaniu były by solidne podwyżki dla lekarzy, ale jednoczesne realne kontrole stanu majątku owych lekarzy prowadzone przez np. urząd skarbowy. Tylko czy można mówić o poważnej kontroli lekarzy? Skoro zarabiają po 2-3 tys. miesięcznie i jeżdżą mercedesem? Pewnie tyle kosztuje miesięczne utrzymanie tego samochodu ?
Po za tym ciekaw jestem jakby zareagowali na takie ultimatum - zarabiacie po 5-7 tys. ale podlegacie solidnej kontroli skarbowej, albo zostaje tak jak jest i nikt nie pyta "za czyje pieniądze ma Pan ten samochód?"
Wracamy zatem do punktu wyjścia i pozostaje postawić sobie pytanie czy słusznym jest ograniczenie im czasu pracy, oraz podniesienie pensji? Moim zdaniem to nic nie zmieni. Jeśli ktoś nie był uczciwy to uczciwy nie będzie.
Obawiam się 1 stycznia bo jeśli lekarze zaczną pracować po 48 h, a zarobki im nie spadną to co będzie z pacjentami? Przecież lekarzy i tak już brakuje. Nasuwa się logiczna odpowiedź, rząd pewnie o tym zapomniał :) ale moim zdaniem rząd nie zapomniał, pewnie świetnie o tym wie. Zrobi się chaos i wspaniałomyślni politycy roztoczą przed nami wizję wspaniałej "prywatnej służby zdrowia" no i się zacznie płacenie, za wszystko.
Teoretycznie dla nieźle sytuowanego Kowalskiego to b. dobre rozwiązanie, po co ma wystawać w kolejkach jeśli za 200 zł miesięcznie będą go obskakiwać miłe pielęgniarki w prywatnych gabinetach. Czy ktoś patrzy szerzej? Polskie myślenie jest mocno ograniczone, bo ten gorzej sytuowany Kowalski odczuje te zmiany tragicznie. W państwowej służbie zdrowia zostaną najgorsi lekarze, najmniej rezolutni, starzy. Uwyraźni się podział na tzw. dwie klasy tak jak na zachodzie.

Więc nasza perspektywa jest co najmniej kiepska, rządowa natomiast wspaniała, praktycznie przestaną opłacać państwowe szpitale (modernizować, powiększać, budować nowe) bo dla biednych się nie
opłaci. Interes kapitalny, oszczędności też duże.

W sumie czarny scenariusz ale chyba bardzo realny bo jak długo wytrzyma taki system państwowej służby zdrowia? Wszystkie szpitalne pozadłużane, lekarze uciekają, chyba że znajdują prace w prywatnych szpitalach, a te już w Polsce są i wcale nie są tak bardzo drogie!

Zresztą ta sprawa przypomina mi kwestię obwodnicy w Warszawie, wszystkim udało się to obiecać i zapomnieć. Każdy prezydent Warszawy ją obiecuje, a jest tak jak było 20 lat temu :) Tak samo temat służby zdrowia pomija się latami, ale wreszcie komuś przyjdzie się z tym zmierzyć i marny jego koniec :D

czwartek, 20 grudnia 2007

Czy można zabić pod wpływem gry?

Zastanawiałem się nad nowym postem. O czym by tu dziś napisać? Natrafiłem na artykuł, powiem szczerze przerażający :(

Cytat z onet.pl

"Dwójka amerykańskich szesnastolatków zabiła siedmioletnią dziewczynkę, wzorując się na działaniach bohaterów gry komputerowej "Mortal Kombat".
Jak poinformował prokurator w miejscowości Johnstown w stanie Kolorado, nieletni zabójcy - Lamar Roberts i Heather Trujillo odpowiedzą przed sądem dla dorosłych.

Ofiara to siedmioletnia Zoe Garcia, siostra przyrodnia Trujillo. Dwójka nastolatków miała się nią opiekować w czasie, gdy matka była w pracy.
Policja ustaliła, że 6 grudnia dwójka "ćwiczyła" na dziecku ruchy bohaterów gry komputerowej, bijąc i kopiąc Zoe, a także rzucając dziewczynką o ścianę. Siedmiolatka zmarła z powodu odniesionych obrażeń."

No i jak to skomentować? W zasadzie straszna rzeczywistość, wcześniej słyszałem o kimś kto prowadząc samochód przez moment wyobraził sobie, że to wyścigi Need For Speed! O ile pamiętam skończyło się na pierwszej barierce - oczywiście sytuacja zdążyła się w USA.

Jak to rozumieć? Jak można tak bardzo zatrzeć granicę pomiędzy wyobraźnią i rzeczywistością?
Ano okazuje się że można i to całkiem łatwo. Otóż znamy przypadki ze świata, w których ludzie wykazują się wyjątkową głupotą. Wymienię kilka przykładów (nie koniecznie związanych z grami). Młoda Japonka, albo Chinka niestety nie pamiętam zbyt dobrze, umarła przed komputerem z głodu, nie należy tego oczywiście rozumieć dosłownie. Umarła bo nie jadła całymi dniami, mało spała i non stop siedziała przed komputerem. Wycieńczona trafiła do szpitala ale to już jej nie pomogło. Śmierć spowodowana była niedożywieniem! Wyobraźmy sobie jakie to musiało być niedożywienie! Kolejne przykłady to młodzież zabijająca kolegów w szkole. Oczywiście te zachowania przyszły do Europy z USA – jak praktycznie wszystkie najgorsze „nowinki”. Na szczęście w Polsce jeszcze dzieci nie strzelają do kolegów, ale w Finlandii już TAK! Przecież to woła o pomstę do nieba.

Poszerzyłem tu nieco temat mojej pracy, bo nie da się przemilczeć tych faktów mówiąc o grach. Są wbrew pozorom silnie powiązane.

Czy gry są winne choćby części z tych nazwijmy to „dewiacji psychicznych”?
Oczywiście tak. Otóż gry propagują przemoc w bardzo atrakcyjny sposób, jeśli człowiek jest zdrowy i świadomy ma przynajmniej 12 lat to w zasadzie jest częściowo uodporniony na te mniej brutalne gry. Gry brutalne pokazujące np. odstrzeliwane głowy, bryzgającą krew, odcinanie kończyn, hołubiące bicie słabszych, bezbronnych, propagujące łamanie prawa (oczywiście nie wprost) powinny być dostępne dopiero od 16-18 roku życia.
Ktoś powie, że to za mało bo to właśnie 16-18 -latkowie dopuszczają się najgorszych zbrodni rodem z gier. Otóż nie do końca. Jestem pewien, że te dzieci były przykute do komputera od dobrych kilku lat! Jeśli dziecko zaczyna grać w gry dla dzieci (ewentualnie wyścigi, ale takie gdzie nie da się zabijać ludzi) w wieku 10-12 lat i gra nie zbyt dużo (tzn. nie więcej niż 2 godziny dziennie) to jego równowaga psychiczna nie zostanie w zasadzie w ogóle zaburzona. Jeśli potem w wieku 15-16 lat dostanie do ręki (bo nie oszukujmy się dotrze do tych gier) gry bardzo brutalne to nic szczególnego się nie powinno wydarzyć. Dziecko jest już dość dojrzałe i nie ma za sobą lat spędzonych przed monitorem grając w Quek-a (brutalna gra polegająca na zabijaniu przeciwników, zwykle kawałkowaniu). Jeżeli dziecko nie będzie siedziało całymi dniami przed grami i żyło tym co się w nich dzieje nie ma szans, żeby zaczęło je naśladować!

Dobrze ale prześledźmy teraz drogę takiego typowego amerykańskiego dziecka. Jak dojść od niemowlęcia do mordercy.
Żeby tak bardzo zrujnować życie dziecku trzeba się naprawdę postarać. Od małego chłopiec (nazwijmy go Max) był tuczony przez rodziców słodyczami. Mały Max chodził do czegoś w rodzaju naszego przedszkola i już wtedy zauważał, że nie bardzo nadaje się na sportowca z racji wagi. Max był oczywiście dzieckiem żywym i przez to zamęczał swoich zmęczonych życiem, nie wykształconych amerykańskich rodziców. Pytał jak każde małe dziecko
A co to jest odkurzacz?
Mama dzielnie wyjaśniała, że to takie coś do sprzątania.
A do czego?
No do ściągania brudnych rzeczy
A u nas jest brudno.
No tak bo nie było ostatnio odkurzane
A dlaczego?
Bo nie ma odkurzacza.
No ciężko mu wyjaśnić, że rodzice nabrali kredytów żeby było na hamburgery, cole, frytki i na odkurzacz nie starczyło, albo nawet jak jest to nikt nie wie gdzie. Żeby dziecko zaspokoić „zamknąć buzie” rodzice kupili mu komputer, na 7 urodziny, potem komórkę, na 8 urodziny nowy komputer i nową komórkę na 9 urodziny ...itd. Młody zaczyna grać od 6-8 roku życia. No i komputer staje się jego światem. Tam go lubią, słuchają, tam jest silny, a nawet rządzi no realizuje się fenomenalnie. Każdego przeciwnika da się pokonać wymaga to tylko czasu a tego młody ma bardzo dużo! Jest mały więc w szkole (dodajmy amerykańskiej szkole) naprawdę wiele to on umieć nie musi. Liczyć coś, trochę mówić, no i trochę pisać. Czytać już potrafi bo się w grach nauczył. Jest zbyt ociężały, żeby uprawiać jakiś sport, nawet bierki wymagają jakiejś sprawności więc zwolnili go z zajęć W-F
Młody gra i tak do 16 roku życia po czym stwierdza, że na tym polega jego życie. Granie, spanie i ....... potrzeby fizjologiczne. No myć się nie musi szkoda czasu. Czemu kryzys następuje około 14-16 roku? To dość oczywiste. Dzieciak grał od małego, teraz zaczynają się schody, no coś tam w szkole trzeba umieć, mama by chciała zapisać go na tańce, na odchudzanie, na biegi, nawet rower mu kupili, ale nic to. Młody nie chce! Zaczyna balansować urywa się, ucieka z lekcji, no i zaczynają się awantury. Rodzice (czasem widzą czasem nie), że dziecko spada na dno. No i tu albo rodzice go ratują, albo nie. Max-a nie uratowali, nie mają w tym roku czasu jedzą hamburgery. Max nie ma zajęć pozalekcyjnych, nie chodzi do kościoła, on Boga nie zna. Religii w USA też nie mają w szkołach i w domach raczej też nie więc w ogóle nie jest w temacie. Młody odnosi jednak sukcesy 200 level w grze. Jest boski, ale cenią go tylko w necie, koledzy się z niego śmieją. Więcej szydzą! Nikt go nie lubi. Wreszcie poszedł na imprezę z klasą, jedna impreza, druga, trzecia no jest fatalnie. Siedzi sam, dziewczyny go olewają nie wie gdzie się podziać, a mógł teraz grać....
W końcu na której imprezie podają mu „skręta”, albo „pigułkę” no i było świetnie. No w końcu go każdy polubił. Co z tego, że teraz na przemian gra i ćpa.
Życie Max-a jest coraz większym aktem rozpaczy. No i tu jest moment teoretycznie kulminacyjny powinien zadać sobie pytanie, w sumie filozoficzne, ale jakże ważne.
CO JA MAX W ŻYCIU ZROBIŁEM? Ale on go sobie nie zada. On widzi wrogów, w kolegach (chociaż źle ich tu nazywam bo to nie są jego koledzy, nie lubią go, a on ich), rodzice – bo tylko się drą. Dalej to on ma już tylko swój internet, ewentualnie psa/kota.

Max żali się kolegom tym z internetu a oni jemu. Dochodzi do winsoku, że zło jest w jego szkole, na podwórku, domu i co robi?
Max zaczyna szukać tego zła jeśli to mama, albo tata to „zadziabie” ich nożem kuchennym bo jest zbyt mało inteligentny, żeby kupić go gdzieś chyba, że mu „koledzy” wcisną go do ręki. Oczywiście, będzie naćpany i pewnie rano nawet nie będzie wiedział co zrobił.
Albo zacznie wypisywać tych którzy go skrzywdzili na tzw. czarną listę no i kupi pistolet, marzenie każdego wariata.
No może też popełnić samobójstwo.

Nekrolog:
Max umarł w święta Bożego Narodzenia. Jego odejście można zadedykować wszystkim bezmyślnym firmom, które celowo wprowadzają niedozwolone treści do swych artykułów , oraz ludziom rozprowadzającym narkotyki, którzy doprowadzają Max-a i inne dzieci do tego stanu.

środa, 19 grudnia 2007

Co widzimy po śmierci?

Tunel?

Ciemność?

Co człowiek widzi po śmierci? Zastanówmy się nad tym faktem począwszy od momentu "zejścia" z tego świata. Umieramy, zwykle w szpitalnym łóżku, często w towarzystwie bliskich i jeśli już myślimy o śmierci każdy chciałby w taki właśnie sposób odejść (z tą różnicą, że każdy wolałby w domu dokonać żywota).
Niektórzy jednak giną w innych okolicznościach, wypadki, zabójstwa... itp.

Czy to boli? Może ktoś po nas przychodzi?
Myślę, że śmierć jest jedynie stanem przejścia, tak jakbyśmy szli przez most, prosto i spokojnie, wolnym krokiem i pewnie w miłym towarzystwie milczącego przyjaciela. Całkowity spokój.
Jednakże są ludzie chcący za wszelką cenę przyspieszyć ten moment i obawiam się, że oni postępują bardzo źle. Bóg dał życie byśmy je przeżyli tak jak możemy, w momentach ciężkich załamań mamy wiele wyborów. Jednak potrzeba wielkiej pracy żeby je dostrzec, nawet najgorsi ludzie mogą przeczekać do swego dnia sądu np. oddalając się od ludzi i zaczynając lekturę, książki pomagają wiele zrozumieć.
Samobójcy giną marnie, czy oni widzą to samo kiedy umierają?  Nie sądzę myślę, że wracają na ziemię dokończyć to co przerwali i muszą pokutować dalej na ziemi.

.....

Tak więc ziemia jest dla mnie miejscem tułaczki, ale nie potępienia bo w coś takiego nie wierze, Skoro Bóg jest samym dobrem to nie ma czegoś takiego jak zło wśród niego. Natomiast miejsce próby, czy też nauki nosi ze sobą ból i tu zło, może jakby współistnieć, ale i tak jest skazane na klęskę. Jakąż może dysponować siłą? Śmieszy mnie czasem człowiek, który widzi siłę w jakichś mrocznych duchach, które nawet gdyby wywołał i pokierował nimi mają ograniczoną siłę i poddają się woli Bożej na najdrobniejszy znak. W sumie mamy przykłady w Piśmie Świętym jak Jezus wyrzucał złe duchy. Owszem szarpały się, walczyły, ale zawsze przegrywały i wydaje się z lektury tych przypowieści, że Ci którzy duchy wyrzucali nie robili tego z całą mocą. Chcieli raczej pokazać także moc tych duchów (oczywiście jeśli ktoś w to wierzy). Myślę, że Jezus mógł usuwać złe duchy samą wolą bez zbędnego szarpania się na ulicy,
tylko czy to by kogoś nauczyło pokory? Czy ktoś wziąłby tę naukę na poważnie? Ciekawe jest, że nie tylko katolicyzm zajmuje się tego typu praktykami, tak jak nie tylko w naszej wierze mają miejsce cuda!
Rzadko się o tym mówi i pisze, bo po co mieszać ludziom w głowach. Prawda jest taka, że Judaizm, Islam i inne religie robią to samo :D Zwłaszcza, że kościół coraz szybciej traci swoją pozycję. Nastawienie na pieniądz i kłamstwa, które skrzętnie ukrywano wychodzą na jaw i rażą... ale to jest temat na inny artykuł...

.....

Jak to jest widzimy Boga? A jeśli go nie ma? Każdy zadaje sobie to pytanie, ateiści, chrześcijanie, muzułmanie. Nawet człowiek wierzący bezwzględnie ma naturalne chwile zwątpień.
Podobnie ateiści rozważają możliwość istnienia Boga, ale raczej po cichu, nie przyznajemy się do słabości.

Moja opinia jest bardzo pozytywna jeśli chodzi "o życie po śmierci". Uważam, że samo przejście musi być ciekawym i raczej bezbolesnym przeżyciem wewnętrznym każdego człowieka. Co więcej czy to ofiara wypadku, czy też człowiek umierający we śnie każdy przechodzi to z pewnością w ten sam sposób.

Co dzieje się dalej, nawet nie potrafię sobie wyobrazić, ale na pewno to coś dobrego. Niezależnie od tego jak istniejemy, czy to duchowo czy jakoś "inaczej" z pewnością nasze egzystowanie staje się o wiele przyjemniejsze. Na pewno tracimy wszelką ziemską powłokę ograniczającą nas w życiu doczesnym. Na bok schodzą także smutki, rozterki, płacze... Czy tak rozumiem Boga? Jako bezcielesnego sprawdzę dobra, które jak sądzę, będzie tylko działało na mnie emanując pozytywną energią?
Nie wiem dywaguje. Bóg z pewnością jakoś rozumiany istnienie, ja osobiście uważam, że jest to taki Bóg, którego jesteśmy w stanie odnaleźć we wszystkich religiach (z wyjątkiem może części sekt).

Wyszukiwarka

Google
 

O mnie

Moje zdjęcie
Warszawa, Mazowsze, Poland
Jestem studentem 3 roku filozofi. Lubię poznawać nowych ludzi, podróżować, żartować, robić ciągle coś nowego, odkrywać. Mam dziewczynę też studiuje filozofię na 3 roku. Kontakt: gg 4798704 Skype Lukas8656 Mail lukas86-1986@o2.pl