Część 1.
Informacje do tej pracy zaczerpnąłem z książki „Wyprawy Wikingów” autorstwa Harleya Mowata
“Wyprawy Wikingów” są bardzo ciekawą lekturą ale już na wstępie zamieszczę podstawową jak sądzę informację. Przede wszystkim zacznę od tego, że książka została wydana w 1965 roku, czyli bagatela prawie pół wieku temu. Co „teoretycznie” mogło by oznaczać, że się zdezaktualizowała. Słowo teoretycznie napisałem w cudzysłowie, gdyż badania nad wikingami i okresem, w którym żyli są wyjątkowo trudne, po za tym w zasadzie nie jesteśmy w stanie poszerzyć naszej wiedzy w tej dziedzinie w sposób znaczący z kilku powodów:
Sagi są praktycznie jedynymi źródłami z tamtego okresu i są to źródła o dużym jak na owe czasy poziomie rzetelności.
Wikingowie około XIV wieku po prostu wyginęli i nie wiele się po nich zostało.
Nowe wykopaliska np. ciał też nie wnoszą zbyt wiele, gdyż wiem co jedli, w co się ubierali i jak żyli. Znamy wygląd ich statków, długość, budulec jaki użyto to ich wyrobów, odnaleziono kilka dobrze zachowanych wraków.
Książkę jak już wspomniałem podzieliłem na dwie części. Pierwsza mówi o sagach i ta w zasadzie nie może się zdezaktualizować bo są w niej informacje pochodzące z sag i już w tamtym okresie zweryfikowane (jeśli są jakieś różnice to drobne i raczej nie znaczące). Jak to się dzieje, że po prawie 50 latach nie poczyniliśmy postępów? Otóż postępy są np. autor ocenia wydarzenia, że kiedyś prawdopodobnie (70%) były takie a takie warunki na północy Ameryki, a dziś wiemy, że raczej na pewno takie były (90%). Różnimy się, także wielką ilością nowych hipotez odpowiadających na pytania, na które pewnie nigdy odpowiedzi nie będzie np. kiedy autor sag mówi, napotkali wielu tubylców. My już nigdy się nie dowiemy ilu to było „wielu”.
Druga część to aneksy podejmujące w sposób naukowy sagi i ich treść. Autor analizuje tam możliwe warunki pogodowe, możliwe ukształtowanie terenu (przez tysiąc lat sporo mogło się zmienić). Ta część jest na pewno mniej aktualna ale na potrzeby zaznajomienia się z wikingami na pewno absolutnie wystarczająca.
Z ciekawszych rzeczy jakie można tu przytoczyć na korzyść książki, należy zauważyć, że autor sam wielokrotnie jeździł do „prawdopodobnych” rejonów przebywania Wikingów i badał sam te okolice. Dzięki czemu precyzyjnie określa miejsca, o których mówią sagi. Ciekawa jest również sytuacja naukowa w jakiej się on znajduje. Otóż sagi są bardzo specyficznie spisane. Z jednej strony skrybowie piszą nazwy wikingów na określenie danych rejonów, co uniemożliwia na pierwszy rzut oka ich identyfikację nazwa np. „Winlandia” określa półwysep Nowa Funlandia, chociaż nie wiadomo precyzyjnie, który rejon półwyspu. Innym razem z kolei skrybowie domyślając się położenia danego rejonu określają go swoim językiem (współczesnym dla nich) i też ciężko orzec czy trafnie określili miejsce, o którym mowa w sagach.
No i tak dowiadujemy się na pewno, że Wikingowie podróżowali z Islandii do Grenlandii a następnie do Ameryki północnej (konkretnie wybrzeża wschodniej Kanady), które określane są w bardzo niejasny sposób, ale na skutek bardzo dokładnych badań naukowych można odtworzyć szlak z ogromną dokładnością. Praca jaką wnieśli naukowcy w odwzorowanie tej trasy jest nie do przecenienia. Mogę to porównać do zgliszczy domu, na podstawie których bardzo dokładnie jesteśmy w stanie określić jego wielkość i wygląd. Co graniczy z cudem. Ewidentnie naukowcy stanęli na wysokości zadania, głównie Norwescy i Duńscy ze zrozumiałych powodów przodują w tych badaniach. Autor powołuje się na liczne prace i przedstawia fragmenty sag po czym interpretuje je.
Jest to pierwszy milowy punkt tej książki, można przeczytać jedyne oryginalnie zachowane teksty wikingów.
Pojawia się pytanie. Na ile te opisy są faktycznymi opisami zdarzeń, a na ile zostały przetworzone przez osoby, które kopiowały te teksty? Wikingowie generalnie byli niepiśmienni, ani w Grenlandii, ani w Irlandii (tu czasem ktoś posiadał tę zdolność) nie było raczej osób znających biegle pismo. Sagi spisano około XIII wieku czyli około 300 lat po wydarzeniach, ale jak dowodzą badania przekazy ustne są praktycznie nie zmienione przez setki lat. Teksty były prawdopodobnie spisane językiem runicznym jaki stosowali Wikingowie, ale nie mamy do niego dostępu jest jeden kamień, na którym są prawdopodobnie wyryte ich runy, ale część naukowców nie chce dać wiary oryginalności pisma. Był jeszcze prawdopodobnie jeden taki kamień, ale zaginął w XVII wieku we Francji. Z zapisków prowadzonych wyjątkowo dokładnie jasno daje się odczytać mały zasób słownictwa wikingów i daje się odnaleźć liczne poprawki wprowadzane przez mnichów przepisujących księgi, którzy „domyślając się” o co chodziło autorowi nie jednokrotnie „poprawiali” fragmenty tekstów. Z tych poprawek wynikają niestety głównie nieścisłości, wielu naukowców nie może odróżnić oryginalnych tekstów od możliwych poprawek. Co najgorsze zwykle poprawki dotyczą okresu chrześciańskiego, gdzie starają się “wybielić” różne nieścisłości jakie miały miejsce. Chodzi głównie o “nawracanie”, które mnisi usiłują ukazać w jak najlepszym świetle, jednakże da się odtworzyć prawdę na podstawie innych źródeł, które mówią o “nawracaniu ogniem i mieczem” i licznych walkach co dowodzi wprowadzania chrześciaństwa siłą.
Newsy, artykuły, filozofia, polityka, artykuły historyczne, aktualne wydarzenia z kraju, świata, Polska, nowinki, książki, wolne myśli, blog.
sobota, 12 kwietnia 2008
poniedziałek, 31 marca 2008
Refleksja na temat pracy „wychowanie do wolności jako podstawowy problem pedagogiczny” prof. Zofii Matulki.
We wstępie autorka porusza problem fundamentalnego prawa do wolności, jakie ma każdy człowiek. Jest to najbardziej podstawowe prawo jakie posiadamy. W dalszej części omawiany jest problem wychowywania człowieka do wolności. Autorka porusza tu bardzo ważne kwestie, ale moim zdaniem są to sprawy oczywiste i w zasadzie praca jest pozbawiona problemu. Oceniając fragment należy stwierdzić dwie cechy szczególne jakie uderzają w odbiorcę. Z jednej strony jest to poruszenie problemu, który w naszych czasach staje się wyjątkowo ważny, bowiem każdy chciałby wychować dziecko należycie, czyli właśnie tak aby miało ono swoje podstawowe prawo do wolności. O tym właśnie mówi nam tekst prof. Zofii Matulki. Problem jednakże zostaje nie rozwiązany, a jedynie zaznaczony w tej części pracy. Stwarza to pewne zagrożenie, mianowicie autorka mówi o rzeczy, z którą nie sposób się nie zgodzić. Głównym celem wychowawczym powinno być wychowanie do wolności, do podejmowania samodzielnych, dojrzałych wyborów. Tego we współczesnym świecie brakuje i to zauważa autorka. Problem polega na tym, że nie podjęła się rozwiązania, co więcej nie analizuje tej sprawy zbyt dokładnie. Czytając można odnieść wrażanie, że praca wprowadza nowe spojrzenie na współczesne wychowanie dzieci. Natomiast faktycznie odwzorowuje wcześniejsze refleksje i tym samym powtarza znane nam już prawdy np. godność osoby ludzkiej (problem często podejmowany przez Jana Pawła II), uczenie dziecka przyswajania odpowiednich wartości... itd. Po skończeniu lektury może najść nas refleksja i poczucie pustki, bo autorka zostawia nas z niezałatwionym problemem. Dlaczego? prof. Matulka nie podaje nam gotowych rozwiązań, ani rad, nie próbuje prostować drogi, którą powinien kierować się każdy rodzic.
Takie podejście do tematu niesie za sobą znowuż dwie możliwości, skoro nie podaje nam się gotowych rozwiązań to daje nam prawo wyboru drogi, a to wymaga od nas działania. Z kolei nie podawanie rozwiązań jest mało twórcze. Praca wydaje się zwykłym przypomnieniem nam o powinności, o metodach i środkach wychowawczych jakie powinniśmy stosować.
Podsumowując fragment mogę stwierdzić, że niesie on ze sobą ciekawe przesłanie. Daje nam ogląd na sytuację w jakiej znajduje się współczesny człowiek. Przypomina, że wychowywanie dziecka to nie jest tylko urodzenie i karmienie. Wychowanie jawi nam się jako proces kształtowania młodego człowieka. Kreowania jego świata ale w sposób wolny tzn. taki, który pozwala podejmować wybór młodemu człowiekowi a nie jego rodzicom. Celem działania rodziców jest w tej sytuacji ukazywanie drogi i możliwych rozwiązań, a te pojawiają się kiedy pozostawiamy dziecku wybór, tą wolną drogę po wcześniejszym wskazaniu różnicy między dobrem a złem, czyli rozwiązaniami słusznymi i błędnymi. Prof. Matulka nie podaje gotowych rozwiązań a jedynie przytacza znane nam już od wieków prawdy. Przypomina między innymi słowa Jana Pawła II, który problem wolności uczynił ważnym elementem swojego nauczania. Trochę brakuje własnego spojrzenia autorki na ten problem, refleksji, do której można by się odnieść. Wówczas można było by analizować tekst pod względem naszych własnych odczuć. Z powyższą pracą raczej nie sposób polemizować, nie można stawiać tez negujących treści zawarte we fragmencie gdyż w moim odczuciu są to fakty nie zaprzeczalne. Tak więc praca daje nam ogólny ogląd na bardzo ważny i żywy problem przed jakim stajemy we współczesnym świecie.
Takie podejście do tematu niesie za sobą znowuż dwie możliwości, skoro nie podaje nam się gotowych rozwiązań to daje nam prawo wyboru drogi, a to wymaga od nas działania. Z kolei nie podawanie rozwiązań jest mało twórcze. Praca wydaje się zwykłym przypomnieniem nam o powinności, o metodach i środkach wychowawczych jakie powinniśmy stosować.
Podsumowując fragment mogę stwierdzić, że niesie on ze sobą ciekawe przesłanie. Daje nam ogląd na sytuację w jakiej znajduje się współczesny człowiek. Przypomina, że wychowywanie dziecka to nie jest tylko urodzenie i karmienie. Wychowanie jawi nam się jako proces kształtowania młodego człowieka. Kreowania jego świata ale w sposób wolny tzn. taki, który pozwala podejmować wybór młodemu człowiekowi a nie jego rodzicom. Celem działania rodziców jest w tej sytuacji ukazywanie drogi i możliwych rozwiązań, a te pojawiają się kiedy pozostawiamy dziecku wybór, tą wolną drogę po wcześniejszym wskazaniu różnicy między dobrem a złem, czyli rozwiązaniami słusznymi i błędnymi. Prof. Matulka nie podaje gotowych rozwiązań a jedynie przytacza znane nam już od wieków prawdy. Przypomina między innymi słowa Jana Pawła II, który problem wolności uczynił ważnym elementem swojego nauczania. Trochę brakuje własnego spojrzenia autorki na ten problem, refleksji, do której można by się odnieść. Wówczas można było by analizować tekst pod względem naszych własnych odczuć. Z powyższą pracą raczej nie sposób polemizować, nie można stawiać tez negujących treści zawarte we fragmencie gdyż w moim odczuciu są to fakty nie zaprzeczalne. Tak więc praca daje nam ogólny ogląd na bardzo ważny i żywy problem przed jakim stajemy we współczesnym świecie.
piątek, 21 marca 2008
Historie Wikingów
W najbliższym czasie umieszczę 3 artykuły o wikingach na podstawie książki
Farley Mowat "Wyprawy Wikingów"
Pierwszy ukarze się w tym tygodniu dwa kolejne w ciągu 2-3 tygodni.
Farley Mowat "Wyprawy Wikingów"
Pierwszy ukarze się w tym tygodniu dwa kolejne w ciągu 2-3 tygodni.
poniedziałek, 17 marca 2008
Jules Verne „Michał Strogow – kurier carski"
Moim zamysłem jest opisać moje spostrzeżenia na temat tego działa i zaproponować je czytelnikowi. Od razu powiem, że nie będę uchylał rąbków tajemnicy, zarysuję bardzo ogólnie tematykę książki, czyli to czego dowiemy się na pierwszej stronie, aby nie odbierać przyjemności z czytania. W powieści Jules’a Verne’ra tytułowy bohater jest właśnie owym kurierem carskim. Powieść toczy się na ziemiach Rosyjskich i zdradzę w dużej części na Syberi. To tyle jeśli chodzi o treść teraz przedstawię plusy i minusy książki, na końcu podsumuję i ocenię powieść.
Plusy +
+ Wierna relacja ze stanu w jakim znajdowała się Rosja w XIX wieku
+ Brak nużących opisów przyrody, która opisywana jest krótko i bardzo rzeczowo
+ Okres, w którym rozgrywa się akcja jest bardzo ciekawym momentem w historii Rosji carskiej
+ Bardzo szybko się czyta.
+ Język jest bardzo lekki i przystępny
Minusy -
- Nudna fabuła
- Prawie nic się nie dzieje
- Bohater ponad miarę wyidealizowany
- Zaskakująco korzystne zwroty akcji działające na korzyść bohatera.
- Nie wszystko na końcu staje się jasne, historia wyjaśnia się chociaż nie wiadomo dlaczego np. osoba którą uznaliśmy za martwą żyje ale autor nie mówi jak to się stało.
- Nie wiadomo dlaczego kurier wyryuszył z Moskwy, bo wiadomość, którą miał dostarczyć można było przesłać telegrafem do jednego z większych miast (jeszcze nie odciętych) i dopiero z tamtąd puścić kuriera co zaoszczędziło by kilku dni drogi.
Książkę oceniam nisko na 3
Autor miał bardzo ciekawy plan fabuły, zmarnował jednak potencjał jaki miała ta książka. Fabuła cytując pannę Annę „wlecze się jak flaki z olejem”, tendencyjne zakończenie. W jednym miejscu można się zaskoczyć. Zupełnie nietrafiony humor, w książce są postacie mające nas rozbawić, ale śmieszne zdania pada raz w całej książce. Natomiast książka czyta się bardzo przyjemnie i daje pewien powiew historycznej prawdziwości. Autor dobrze pokazuje realia panujące w tym okresie w Rosji w sposób bardzo przystępny. Mimo nudnej fabuły książkę czyta się bardzo lekko i szybko!
Pomimo niskiej oceny książki naprawdę gorąco ją polecam, gdyż daje nam możliwość zapoznania się z fragmentem z dziejów Rosji przedstawionej tam w sposób POZYTYWNY, a to wielka rzadkość w literaturze. Po za czyta się ją bardzo szybko i wbrew pozorom nie nudzi gdyż przez cały czas sprawia wrażenie, że zaraz zrobi się ciekawie :D
P. S. Mam nadzieję, że autorka konkurencyjnego bloga zrobi podobnie :D
Plusy +
+ Wierna relacja ze stanu w jakim znajdowała się Rosja w XIX wieku
+ Brak nużących opisów przyrody, która opisywana jest krótko i bardzo rzeczowo
+ Okres, w którym rozgrywa się akcja jest bardzo ciekawym momentem w historii Rosji carskiej
+ Bardzo szybko się czyta.
+ Język jest bardzo lekki i przystępny
Minusy -
- Nudna fabuła
- Prawie nic się nie dzieje
- Bohater ponad miarę wyidealizowany
- Zaskakująco korzystne zwroty akcji działające na korzyść bohatera.
- Nie wszystko na końcu staje się jasne, historia wyjaśnia się chociaż nie wiadomo dlaczego np. osoba którą uznaliśmy za martwą żyje ale autor nie mówi jak to się stało.
- Nie wiadomo dlaczego kurier wyryuszył z Moskwy, bo wiadomość, którą miał dostarczyć można było przesłać telegrafem do jednego z większych miast (jeszcze nie odciętych) i dopiero z tamtąd puścić kuriera co zaoszczędziło by kilku dni drogi.
Książkę oceniam nisko na 3
Autor miał bardzo ciekawy plan fabuły, zmarnował jednak potencjał jaki miała ta książka. Fabuła cytując pannę Annę „wlecze się jak flaki z olejem”, tendencyjne zakończenie. W jednym miejscu można się zaskoczyć. Zupełnie nietrafiony humor, w książce są postacie mające nas rozbawić, ale śmieszne zdania pada raz w całej książce. Natomiast książka czyta się bardzo przyjemnie i daje pewien powiew historycznej prawdziwości. Autor dobrze pokazuje realia panujące w tym okresie w Rosji w sposób bardzo przystępny. Mimo nudnej fabuły książkę czyta się bardzo lekko i szybko!
Pomimo niskiej oceny książki naprawdę gorąco ją polecam, gdyż daje nam możliwość zapoznania się z fragmentem z dziejów Rosji przedstawionej tam w sposób POZYTYWNY, a to wielka rzadkość w literaturze. Po za czyta się ją bardzo szybko i wbrew pozorom nie nudzi gdyż przez cały czas sprawia wrażenie, że zaraz zrobi się ciekawie :D
P. S. Mam nadzieję, że autorka konkurencyjnego bloga zrobi podobnie :D
wtorek, 4 marca 2008
W przygotowaniu
Jules Verne "Michał Strogow - kurier carski" - recenzja i krótka charakterystyka książki. Nie będzie odwołań do treści utworu.
Zabić Rommla
Wstęp:
Jest to książka autorstwa Michaela Ashera byłego żołnierza SAS wydana przez Polskie wydawnictwo „Wołoszański”.
Tytuł książki sugeruje nam, że tematem przewodnim będzie historia mówiąca o próbie zamachu na Erwina Rommla dowódcy Niemieckich sił Africa Korps w Afryce. Nic bardziej mylnego, już po kilku pierwszych stronach okazuje się, że tematem książki jest historia dwóch jednostek komandosów. Opiszę więc za autorem dwa główne wątki. Najpierw omówię dowódców, skład oddziałów, cele jakie miały zrealizować oraz opiszę całą akcję i podsumuję.
Pierwsza jednostka stworzona przez Davida Stirlinga o nazwie SAS1. Autor omawia akcję mającą się rozpocząć o północy (dokładnie 23:59), która polegała na desancie sześćdziesięciu komandosów wyposażonych w bomby zapalające z samolotów Bristol Bombay na pięć lotnisk Osi w Gazali i Tmimi w Cyrenaice z zadaniem zniszczenia, bądź uszkodzenia wszystkich samolotów wroga2 stacjonujących na pustynnych lotniskach.
Drugi 63 osobowy oddział dowodzony przez Geoffreya Keyesa miał dokonać desantu z morza na plażę w Cyrenaice. Zadania: niszczyć linie telefoniczne i ośrodki wywiadu oraz zadanie główne zabić głównodowodzącego wojskami Rzeszy w Afryce E. Rommla.
Ocena akcji: Przede wszystkim należy zauważyć, że do obu akcjach szkolono komandosów dużo wcześniej. Obje jednostki powstały na skutek aspiracji zamożnych dowódców angielskich chcących za wszelką cenę zdobyć sławę. Zarówno David Stirling jak i Geoffrey Keyes mieli takie możliwości, dzięki licznym znajomościom.
1.Akcja Davida Stirlinga była oczywistą porażką, ale osiągnięto częściowo cel. Mianowicie przede wszystkim angielskie dowództwo chciało wyeliminować (przynajmniej czasowo) lotnictwo wroga, na czas operacji “Crusader”. W tym celu wymyślono plan zrzucenia oddziałów komandosów, którzy mają uszkodzić samoloty wroga.
Dowództwo popełniło jednak ogromną ilość błędów, wykazało się całkowitym brakiem znajomości pustyni, pogody, a nawet możliwości wykrycia samolotów przez obronę przeciwlotniczą. Jedyne chyba istotne działanie dowództwa to wymyślenie specjalnych ładunków, które umożliwią zniszczenie samolotów.3
Podczas akcji okazało się, że pogoda jest fatalna! Burza piaskowa, którą zdecydowanie powinno się przewidzieć okazała się nie lada problemem, którego plan nie zakładał. Piloci nie mogli od naleźć strefy zrzutu. Zdecydowali zejść niżej i tam dostrzegła ich obrona przeciwlotnicza. Jeden z samolotów zestrzelono (część załogi zginęła, a reszta dzięki opanowaniu uszła z życiem), drugi dokonał bardzo nieudanego zrzutu. Tak więc w obu grupach plan na starcie “dał w łeb”.
W pierwszym samolocie dwóch komandosów nie było w stanie kontynuować misji. Zostawiono ich z 3 menażkami wody i prowiantem. Z wraku wydobyto część zaopatrzenia w tym bomby bez, których nie dało się kontynuować zadania.
Drugiej grupie niestety nie poszczęściło się tak bardzo. Z dziesięciu paczek z zaopatrzeniem odszukano dwie, komandosi byli więc bez broni i bez najważniejszych materiałów wybuchowych i zrezygnowali z dalszych prób przeprowadzenia akcji. Powrócili uszkodzonym samolotem do bazy (miał jeden sprawny silnik).
2. Grupa, która uznała, że podejmie działania dotarła na miejsce i podłożyła ładunki, ale szła w zacinającym deszczu, który dał się we znaki wszystkim. Komandosi cierpieli tym bardziej z powodu braku odzieży przeciwdeszczowej. W efekcie podłożyli bomby z narażeniem życia i zdrowia wykonując misję by ze zgrozą stwierdzić, że zapalniki przemokły i cały trud okazał się daremny. Pomijam fakt, że obje grupy napotkały na różne “przygody”, w których musiały zmagać się z przeciwnościami losu i ogniem przeciwnika.
Akcja Geoffreya Keyesa zakończyła się jeszcze większym niepowodzeniem (ze względu na b. duże straty własne). Przypomnę, że komandosi mieli dokonać desantu na plaży. Błędy i nie dopatrzenia w tej akcji widać od początku do końca i są jeszcze znaczniejsze.
Desant ćwiczono z niszczyciela, a nie okrętu podwodnego.
Podczas tych jedynych ćwiczeń pogoda była świetna i dowódca z zadowoleniem stwierdzili, że desant przebiega szybciej niż tego oczekiwali!4
W rzeczywistości desant trwał ponad 2 godziny i 30 minut przy bardzo złej pogodzie, która doprowadziła do utonięcia jednego człowieka. Dodatkowo utracono dużą część zaopatrzenia, gdyż pontony wywracały się na wysokich falach. Żołnierze wspomagali się tabletkami ze środkami pobudzającymi i tylko dzięki szczęściu i ich uporowi udało się uniknąć większej ilości ofiar.
Należy zauważyć, że Geoffrey Keyes nie zachował się w tej sytuacji odpowiedzialnie. Już podczas podróży zaczęły piętrzyć się problemy. Jednemu z okrętów uszkodził się sonar i nie można było określić precyzyjnie odległości od mielizny, przez co okręt stanął dalej od brzegu i wydłużył odległość od plaży. Po za tym pogoda była tak fatalna, że w zasadzie uniemożliwiała skuteczny desant.
Odział nie posiadał odpowiednich map (tylko morską mapę wybrzeża), dodatkowo jeden kompas i latarkę.
Jednego z okrętów nie opuściła część żołnierzy. Dwóch saperów, dwóch przewodników i 26 pozostałych komandosów. Mankamenty były dwa, po pierwsze na tak szeroko zakrojoną akcję (jeszcze podczas ćwiczeń) okazało się, że 60 ludzi to stanowczo za mało, teraz zostało ich nieco więcej jak połowa, bez przewodników! Jednakże znaleziono araba, który przedstawił się jako przyjaciel5 i to ostatecznie zadecydowało o tym, żeby kontynuować akcję.
Godzina 0
W momencie rozpoczęcia akcji cały plan się “posypał”. Komandosi brnęli w ulewnym deszczy i szli na akcję w tenisówkach. Byli całkowicie przemoczeni, bo nikt nie przewidział, że może im się przydać odzież przeciwdeszczowa. Brnęli w błocie po kostki6. Gdy doszli na miejsce przeprowadzili wstępne rozpoznanie i od tej pory nic do końca nie jest pewne. Wszyscy podają inne wersje wydarzeń. Autor usiłuje poskładać je w całość i jak się wydaje robi to poprawnie. Mianowicie żołnierze decydują się na atakowanie jednego budynku7 kwatery, w której ukrywać się miał E. Rommel. Atak przeprowadzono jednak bardzo brawurowo, nierozważnie i pod wieloma względami nieprawidłowo.
Oddział podzielił się na grupy, sześcioosobowa grupa szturmowa, trzyosobowa grupa do uszkodzenia elektryki, grupa która miała zniszczyć punkt telefoniczny i grupę ubezpieczającą. Obstawiono co prawda okna i wyjścia, żołnierze podeszli od tyłu we trzech i zapukali jak gdyby nigdy nic! Jeden z Niemców otworzył drzwi na zawołanie w ojczystym języku. Anglicy zabili go jednak w bardzo nie przemyślany sposób okaleczając przy tym własnego dowódcę Geoffreya Keyesa8. Co ciekawe Niemcy uznali wystrzał za wypadek i zaledwie jeden bez broni pofatygował się zobaczyć, co się wydarzyło. Przywitały go wystrzały, po czym ów Niemiec uciekł do pokoju gdzie właśnie poderwało się jego czterech kolegów. Anglicy wkroczyli do salonu, otworzyli drzwi wrzucili granaty do środka (w między czasie ktoś ponownie postrzelił, tym razem śmiertelnie Geoffreya Keyesa (być może jednak ten zginął zaraz po pierwszym postrzale).
Granaty zabiły dwóch Niemców, jeden wyskoczył przez okno i został zabity przez czuwającego anglika, inny zabił jednego ze strażników Niemieckich i co najdziwniejsze Anglicy pośpiesznie wycofali się do lasu. Druga grupa przecięła przewody, ale dopiero po dłuższym czasie, gdyż okazało się, że nie ma odpowiedniego sprzętu i musi wspinać się na słup. Kolejna grupa starała się uszkodzić przekaźnik, podłożyła ładunki, ale lonty były zalane i ładunki nie wybuchły! Zaczęto rzucać tam granaty, ale i to nie pomogło, w końcu jeden z komandosów przypomniał sobie, że ma jeden granat zapalający9. Rzeczywiście ładunki eksplodowały, ale żeby móc nazwać atak absolutną klęską nie mogło się nic udać. No i tak też się stało, z czterech ładunków nie wybuchł jeden i maszt się tylko przekrzywił10. Nie wszyscy komandosi zdążyli się przegrupować, część wyłapano.
Ci którym udało się uciec, też nie mogli być spokojni mimo, że nie było pościgu, a to z uwagi na fatalne warunki pogodowe.
Część komandosów powróciła na miejsce zbiórki, gdzie miał na nich czekać okręt podwodny. Niestety z racji słabej znajomości alfabetu morsa wystąpiły znaczne nieporozumienia w odbiorze wiadomości i cała ewakuacja została znacznie odłożona w czasie. Włoscy karabinieri zdążyli zaskoczyć komandosów jeszcze na plaży.
O samym Rommlu autor owszem pisze nawet sporo w kontekście wojsk niemieckich i technice walki jaką ten generał stosuje. Opisuje pokrótce życiorys, a także dokonania. Przy czym ciężko nabrać przekonania, że jest on głównym bohaterem! Jest ono nad wyraz mylne. W rzeczywistości głównymi bohaterami są wspomniani angielscy komandosi i ich historia. Autor wymienia bardzo dużą liczbę angielskich oficerów (większość to komandosi), przy czym kompletnie zapomina o nazistach, o których mówi jedynie w kontekście potyczek i wówczas zwykle koncentruje się na ich generale. Co ciekawe mimo, że tematem przewodnim są losy angielskiej jednostki wojskowej, autor koncentruje się na krytyce przestarzałych mechanizmów i anachronizmów, które były twardo zakorzenione w brytyjskim wojsku.
Wylicza:
1. Przestarzały sposób myślenia Angielskich dowódców
2. Stary nie modernizowany sprzęt i naiwna wiara w jego skuteczność
3. Apatyczność i powolność w działaniu
4. Brak konstruktywnego nowoczesnego myślenia.
5. Negatywne nastawienie do wszelkich zmian i innowacyjnego sposobu myślenia (autor zarzuca wręcz tłamszenie i usuwanie ludzi posiadających własne koncepcje i pomysły na ich realizację), powodowało to wiele niepowodzeń, gdyż plany realizowano dokładnie tak jak zleciło je dowództwo, natomiast jakieś nieoczekiwane wydarzenia (naturalne na wojnie) urastały do rangi wielkiego problemu, gdyż brak elastyczności utrudniał realizację założeń!
Przykład: Dowództwo przedstawiało plan ataku na słabo broniony port. W pewnym momencie okazuje się, że do portu dotarło znaczne wsparcie. Wówczas nie wolno było zmieniać taktyki realizowano ten sam plan w zupełnie innej sytuacji!
6. Przestarzały system dowodzenia, wysokie stanowiska dawano osobom zamożnym. Różne „dziwne” i zwykle mało skuteczne pomysły angielskich generałów, którzy awansowali dzięki pozycji społecznej zwykle okazywały się wielkim „niewypałem”.
Artykuł nie jest dokończony w 100% przerwałem pracę, ale zamieszczam go w lekko okrojonej formie, ponieważ to co udało mi się umieścić w pełni wystarczy.
Moja opija na temat książki może streścić się w kilku zdaniach. Autor anglik zafascynowany Nazistowskim trybem szkolenia, krytykuje angielskie dowództwo, ma w wielu kwestiach słuszność ale bywa stronniczy i zbyt mocno krytyczny, nie do końca wydaje się rozumie ówczesne realia. Próbuje postawić w złym świetle całe angielskie dowództwo. Książka jest bardzo ciekawa, ale w zasadzie bardziej przypomina tanią reklamę angielskich komandosów niż historyczną książkę.
Ciężko określić na ile książka jest hołdem dla komandosów, na ile ma ukazać bezsensowność akcji, a na ile krytykować dowództwo.
Jednym zdaniem polecam książkę jako bardzo ciekawą pozycję, sporo mówiącą o sytuacji w Afryce i dającą wiele do myślenia (ukazuje działanie angielskiego dowództwa) ale nie przeceniałbym wiadomości w niej zawartych.
poniedziałek, 25 lutego 2008
Teologia :)
Od razu zaznaczę, że pracę tę wykonać musiałem i nie jestem fanem teologii ;) Zamieszczam ją tu dla wszystkich zainteresowanych :D
Akt stworzenia w ujęciu teologicznym
ks. Józef Warzeszak „człowiek w obliczu Boga i pośród stworzenia” str. 27-50
Kościół bardzo wcześnie ustanowił wyznanie wiary mówiący o stworzeniu świata przez Boga:
“Wierzę w Boga wszechmogącego Stworzyciela nieba i ziemi”
Przyjęto jasny dogmat mówiący o tym, że Bóg nie pochodzi od nikogo i jest ostatecznym celem naszych działań.
Według św. Tomasza stwarzanie jest aktem całej Trójcy Świętej. Wynika to z samego pojęcia stworzenia: stwarzać, znaczy właściwie powodować, czyli tworzyć istnienie, byt rzeczy. Ponieważ zaś istotą Boga, a więc natury boskiej posiadanej przez wszystkie trzy Osoby Boskie, jest Jego istnienie, dlatego też stwarzanie nie należy wyłącznie do jednej z Osób, ale jest wspólne całej Trójcy. Jednocześnie zaś stworzenie stoi w ścisłym związku z życiem trynitarnym. “Osoby Boskie stosownie do charakteru swojego pochodzenia posiadają przyczynowość w stworzeniu myśl i wolę. Bóg Ojciec powołał do bytu stworzenie przez swoje Słowo, którym jest Syn, i przez swoją Miłość, którą jest Duch Święty. I w tym właśnie sensie pochodzenia Osób są przyczynami czy racjami stworzenia bytów, tj. o ile kryją w sobie istotowe przymioty: wiedzę i wolę”.
Bóg dokonuje stworzenia w sposób szczególny. Boskie stworzenie dokonuje się wolą i mądrością. Proces ten jest dość specyficzny gdyż po stworzeniu np. człowieka Bóg dalej w nim działa, jest obecny w człowieku jak i dla wszystkich innych stworzeń. Tak więc w teologii akt stworzenia jest ciągły, trwa w czasie od urodzenia po kres życia człowiek jest stwarzany, poprzez wewnętrzne działanie i bytowanie Absolutu.
Pismo Święte opisuje akt stworzenia bardzo dokładnie. Bóg powołuje do istnienia słowem „niech się, stanie...” Należy jednak pamiętać, by nie rozumieć tych słów dosłownie. Bóg nie wymawia werbalnie tego sformułowania, chodzi o przenośnię. Pismo Święte pokazuje w ten sposób nieograniczoną Bożą moc, sam zwrot nadaje sens istnieniu świata. Uwyraźnia nam jak prostą czynnością, dla nieograniczonego Absolutu jest stworzenie. Nowy Testament wyraźnie podkreśla stworzenie przez słowo. 2 P 3,5: „Niebo powstało przez Słowo Boga”. Jk 1, 18; Rz 1, 8; 4,17 Bóg „to, co nie istnieje powołuje do istnienia”. Hbr. 1,3: „Syn podtrzymuje wszystko Słowem swej potęgi”.
Słowo staje się zatem elementem stwarzającym, przekracza swą zwykłą granicę komunikowalności. Człowiek odpowiada na Boże słowo swymi czynami i poprzez to bierze udział w dialogu z Absolutem. Dialog ten może być jednakże zakłócony, ponieważ człowiek może Bogu nie odpowiedzieć jeśli nie chce. Pozwala nam na to wolna wola, dlatego teolodzy nazywają człowieka -
„partnerem bliskiego dialogu przy stworzeniu”.
W momencie kiedy Adam sprzeniewierzył się Bogu. Pan zapytał go „gdzie jesteś”, prowokując Adama do odpowiedzi. Ten z kolei okazał się już zamknięty na słowo Boga. Grzech przerwał jego relację z Bogiem, odsunął Adama od wiary.
Św. Augustyn uzasadnia wolność aktu stwórczego następującym rozumowaniem: „Gdzie nie ma żadnego braku, nie ma żadnej konieczności”. Stwierdzenie, że Bóg stworzył świat w sposób wolny oznacza zatem, że nic Boga nie zmuszało do stworzenia ani od zewnątrz ani od wewnątrz. Gdyby ktoś zmuszał Boga z zewnątrz, to musiałby to być byt wyższy od Boga, a to jest sprzeczne z ideą Boga jako bytu absolutnego. Nie mogły też Boga zmuszać byty stworzone, gdyż jeszcze nie zaistniały. Świat nie powstał zatem z jakiejś konieczności, ślepego przeznaczenia czy przypadku (KKK 295), ale był w sposób wolny chciany przez Boga. Bóg chciał, by świat miał uczestnictwo w Jego istnieniu, mądrości i dobroci.
Z powyższego fragmentu wynika, że wolność aktu stwórczego wynika wprost z doskonałości Boga.
Stworzenie nie wnosi nic do doskonałości Bożej bo Absolut nie potrzebuje nic więcej, wszystko ma już w sobie. Stworzenie pochodzi z woli wewnętrznej, jest więc aktem bezinteresownym. Absolut nie korzysta na stworzeniu, bo było by to sprzeczne z jego doskonałością, tworzy je z miłości. W księdze mądrości znajdujemy potwierdzenie miłości Boga do stworzenia „Miłujesz wszystkie stworzenia, niczym się nie brzydzisz, co uczyniłeś, bo gdybyś miał coś w nienawiści, nie byłbyś tego uczynił(11,24)[...]Oszczędzasz wszystko, bo to wszystko Twoje, Panie, miłośniku życia”(11,26).
Bóg stworzył więc świat z miłości i dla chwały, ale chwałę tę rozumieć należy jako dar Boga dostępny dla wszystkich. Poprzez chwałę Boga rozumiemy także, chwałę stworzenia. Chwaląc stworzenie chwalimy twórcę a tym samym Boga. Dzięki niej uczestniczymy również w doskonałościach Boga.
Jak jest jednak w sytuacji, kiedy człowiek popełnia zło? Otóż wszechmoc Boga ukazuje się w pełni dopiero wówczas, gdy człowiek dokonuje w sposób wolny wyboru dobra. Kiedy zaś wybiera zło w jakiś sposób kompromituje wszechmoc Boga. Wiadomo przeczcież, że Bóg nie może chcieć zła, a z drugiej strony dokonuje się ono w obecności Boga.
Pojawia się pytanie dlaczego Bóg dał stworzeniom możliwość odwrócenia się od Niego i wstąpienia na drogą grzechu? Teolodzy odpowiadają: Bóg daje wolność wyboru człowiekowi ze względu na miłość jaką nas darzy. Zbawienie nie realizuje się w sposób naturalny tzn. Rodzimy się dobrzy, żyjemy dobrze, umieramy jako ludzie szczęśliwi i dobrzy, bo to odbiera nam wybór. Prawdziwa droga do zbawienia prowadzi przez wolną odpowiedź, która wymusza podanie dwóch dróg dobrej i złej. Jednakże zła droga w konsekwencji prowadzi do dobra, bo wszystko co z Boga pochodzi do dobra się sprowadza. Wybór złej drogi owocuje jednak pewnymi konsekwencjami, brakiem kontaktu z Bogiem.
Świat został stworzony w czasie [narysuj schemat osi czasu i stożek na szczycie, którego jest Bóg, jak na ćw. z fil. przyr.]
rysunek
Teolodzy mówiąc o czasie wyrażają się w bardzo zdecydowany sposób. Mianowicie o czasie mówimy wtedy gdy coś istnieje, w domyśle świat. Jeśli nie ma świata nie ma czasu, gdyż nie posiadamy żadnego punktu odniesienia, a bez tego punktu niepodobna określić perspektywy czasowej np. będąc na pustyni odczuwamy upływający czas bo jest jakieś otoczenie, będące punktem odniesienia i nie musi to być drzewo czy słońce, ale w ogóle coś np. piasek, jesteśmy my i szereg rzeczy materialnych, które są zawarte w czasie. Niepodobna również wyjaśnić, czy opisać braku czasu gdyż jesteśmy umieszczeni w czasie i nie da się wyjaśnić sytuacji, w której by go nie było, chyba że w taki sposób jak na rysunku. Czemu człowiek nie może sobie wyobrazić braku czasu? Bo czas jest bytem rozumowym. Oznacza to, że poznajemy go rozumowo, a nie możemy „wyłączyć” rozumu, stać się jak kamień żeby ten czas pojąć w sposób nie rozumny. Kamień jest umieszczony w czasie, ale jako przedmiot nie rozumny nie odczuwa upływu czasu nawet jeśli zmienia się jego konsystencja.
Dalszy ciąg tego rozumowania prowadzi nas do pytania o nicość, z której powstał świat. Wiemy już, że nicość nie znajduje się w czasie, ponieważ nie było nic, masy, czasu, pierwiastków. Powstaje jednak pytanie jak można mówić o nicości skoro znajdował się w niej Absolut, odpowiedź jest jednak dość jasna, Bóg przekracza nicość, jest także niematerialny więc nie ma tu sprzeczności. [Bóg jest w stosunku do nicości podobnie jak w stosunku do czasu]. Bóg stwarza więc świat z niczego. Co za tym idzie nie przekształca żadnych gotowych materiałów ale tworzy nowe. Powołuje do istnienia słowem.
”Scholastyka wyjaśnia to w następujący sposób: nicości nie można rozumieć jako zasady, czy też jako jakiejś rzeczy, która poprzedza obecną rzeczywistość. Stworzenie świata „z niczego” oznacza, że świat nie posiada żadnej pierwotnej materii – rzeczywistości zarówno poza Bogiem jak i w samym Bogu, z której zostałby stworzony, a która służyłaby Bogu jako materia pierwsza, nieuformowana przed stworzeniem świata, z której świat by się ukształtował.”
Na zakończenie podsumujemy zależność stworzonego świata od Boga.
„Kiedy człowiek wykona jakiś przedmiot, istnieje on niezależnie od swego wykonawcy. Inaczej jest w przypadku stworzenia. Świat stworzony przez Boga zależy całkowicie od Niego w każdym momencie swego istnienia, jak zależał od Boga w chwili zaistnienia. Samo istnienie świata opiera się bowiem na woli Bożej podtrzymującej świat w istnieniu; wszystko zależy nieustannie od stwórczej woli Boga. Wiemy, że obraz świata nie jest już dzisiaj statyczny, ale w ruchu, w rozwoju, otwarty na nowe możliwości, dlatego świat tym bardziej potrzebuje obecności stwórczego działania Bożego.”
Akt stworzenia w ujęciu teologicznym
ks. Józef Warzeszak „człowiek w obliczu Boga i pośród stworzenia” str. 27-50
Kościół bardzo wcześnie ustanowił wyznanie wiary mówiący o stworzeniu świata przez Boga:
“Wierzę w Boga wszechmogącego Stworzyciela nieba i ziemi”
Przyjęto jasny dogmat mówiący o tym, że Bóg nie pochodzi od nikogo i jest ostatecznym celem naszych działań.
Według św. Tomasza stwarzanie jest aktem całej Trójcy Świętej. Wynika to z samego pojęcia stworzenia: stwarzać, znaczy właściwie powodować, czyli tworzyć istnienie, byt rzeczy. Ponieważ zaś istotą Boga, a więc natury boskiej posiadanej przez wszystkie trzy Osoby Boskie, jest Jego istnienie, dlatego też stwarzanie nie należy wyłącznie do jednej z Osób, ale jest wspólne całej Trójcy. Jednocześnie zaś stworzenie stoi w ścisłym związku z życiem trynitarnym. “Osoby Boskie stosownie do charakteru swojego pochodzenia posiadają przyczynowość w stworzeniu myśl i wolę. Bóg Ojciec powołał do bytu stworzenie przez swoje Słowo, którym jest Syn, i przez swoją Miłość, którą jest Duch Święty. I w tym właśnie sensie pochodzenia Osób są przyczynami czy racjami stworzenia bytów, tj. o ile kryją w sobie istotowe przymioty: wiedzę i wolę”.
Bóg dokonuje stworzenia w sposób szczególny. Boskie stworzenie dokonuje się wolą i mądrością. Proces ten jest dość specyficzny gdyż po stworzeniu np. człowieka Bóg dalej w nim działa, jest obecny w człowieku jak i dla wszystkich innych stworzeń. Tak więc w teologii akt stworzenia jest ciągły, trwa w czasie od urodzenia po kres życia człowiek jest stwarzany, poprzez wewnętrzne działanie i bytowanie Absolutu.
Pismo Święte opisuje akt stworzenia bardzo dokładnie. Bóg powołuje do istnienia słowem „niech się, stanie...” Należy jednak pamiętać, by nie rozumieć tych słów dosłownie. Bóg nie wymawia werbalnie tego sformułowania, chodzi o przenośnię. Pismo Święte pokazuje w ten sposób nieograniczoną Bożą moc, sam zwrot nadaje sens istnieniu świata. Uwyraźnia nam jak prostą czynnością, dla nieograniczonego Absolutu jest stworzenie. Nowy Testament wyraźnie podkreśla stworzenie przez słowo. 2 P 3,5: „Niebo powstało przez Słowo Boga”. Jk 1, 18; Rz 1, 8; 4,17 Bóg „to, co nie istnieje powołuje do istnienia”. Hbr. 1,3: „Syn podtrzymuje wszystko Słowem swej potęgi”.
Słowo staje się zatem elementem stwarzającym, przekracza swą zwykłą granicę komunikowalności. Człowiek odpowiada na Boże słowo swymi czynami i poprzez to bierze udział w dialogu z Absolutem. Dialog ten może być jednakże zakłócony, ponieważ człowiek może Bogu nie odpowiedzieć jeśli nie chce. Pozwala nam na to wolna wola, dlatego teolodzy nazywają człowieka -
„partnerem bliskiego dialogu przy stworzeniu”.
W momencie kiedy Adam sprzeniewierzył się Bogu. Pan zapytał go „gdzie jesteś”, prowokując Adama do odpowiedzi. Ten z kolei okazał się już zamknięty na słowo Boga. Grzech przerwał jego relację z Bogiem, odsunął Adama od wiary.
Św. Augustyn uzasadnia wolność aktu stwórczego następującym rozumowaniem: „Gdzie nie ma żadnego braku, nie ma żadnej konieczności”. Stwierdzenie, że Bóg stworzył świat w sposób wolny oznacza zatem, że nic Boga nie zmuszało do stworzenia ani od zewnątrz ani od wewnątrz. Gdyby ktoś zmuszał Boga z zewnątrz, to musiałby to być byt wyższy od Boga, a to jest sprzeczne z ideą Boga jako bytu absolutnego. Nie mogły też Boga zmuszać byty stworzone, gdyż jeszcze nie zaistniały. Świat nie powstał zatem z jakiejś konieczności, ślepego przeznaczenia czy przypadku (KKK 295), ale był w sposób wolny chciany przez Boga. Bóg chciał, by świat miał uczestnictwo w Jego istnieniu, mądrości i dobroci.
Z powyższego fragmentu wynika, że wolność aktu stwórczego wynika wprost z doskonałości Boga.
Stworzenie nie wnosi nic do doskonałości Bożej bo Absolut nie potrzebuje nic więcej, wszystko ma już w sobie. Stworzenie pochodzi z woli wewnętrznej, jest więc aktem bezinteresownym. Absolut nie korzysta na stworzeniu, bo było by to sprzeczne z jego doskonałością, tworzy je z miłości. W księdze mądrości znajdujemy potwierdzenie miłości Boga do stworzenia „Miłujesz wszystkie stworzenia, niczym się nie brzydzisz, co uczyniłeś, bo gdybyś miał coś w nienawiści, nie byłbyś tego uczynił(11,24)[...]Oszczędzasz wszystko, bo to wszystko Twoje, Panie, miłośniku życia”(11,26).
Bóg stworzył więc świat z miłości i dla chwały, ale chwałę tę rozumieć należy jako dar Boga dostępny dla wszystkich. Poprzez chwałę Boga rozumiemy także, chwałę stworzenia. Chwaląc stworzenie chwalimy twórcę a tym samym Boga. Dzięki niej uczestniczymy również w doskonałościach Boga.
Jak jest jednak w sytuacji, kiedy człowiek popełnia zło? Otóż wszechmoc Boga ukazuje się w pełni dopiero wówczas, gdy człowiek dokonuje w sposób wolny wyboru dobra. Kiedy zaś wybiera zło w jakiś sposób kompromituje wszechmoc Boga. Wiadomo przeczcież, że Bóg nie może chcieć zła, a z drugiej strony dokonuje się ono w obecności Boga.
Pojawia się pytanie dlaczego Bóg dał stworzeniom możliwość odwrócenia się od Niego i wstąpienia na drogą grzechu? Teolodzy odpowiadają: Bóg daje wolność wyboru człowiekowi ze względu na miłość jaką nas darzy. Zbawienie nie realizuje się w sposób naturalny tzn. Rodzimy się dobrzy, żyjemy dobrze, umieramy jako ludzie szczęśliwi i dobrzy, bo to odbiera nam wybór. Prawdziwa droga do zbawienia prowadzi przez wolną odpowiedź, która wymusza podanie dwóch dróg dobrej i złej. Jednakże zła droga w konsekwencji prowadzi do dobra, bo wszystko co z Boga pochodzi do dobra się sprowadza. Wybór złej drogi owocuje jednak pewnymi konsekwencjami, brakiem kontaktu z Bogiem.
Świat został stworzony w czasie [narysuj schemat osi czasu i stożek na szczycie, którego jest Bóg, jak na ćw. z fil. przyr.]
rysunek
Teolodzy mówiąc o czasie wyrażają się w bardzo zdecydowany sposób. Mianowicie o czasie mówimy wtedy gdy coś istnieje, w domyśle świat. Jeśli nie ma świata nie ma czasu, gdyż nie posiadamy żadnego punktu odniesienia, a bez tego punktu niepodobna określić perspektywy czasowej np. będąc na pustyni odczuwamy upływający czas bo jest jakieś otoczenie, będące punktem odniesienia i nie musi to być drzewo czy słońce, ale w ogóle coś np. piasek, jesteśmy my i szereg rzeczy materialnych, które są zawarte w czasie. Niepodobna również wyjaśnić, czy opisać braku czasu gdyż jesteśmy umieszczeni w czasie i nie da się wyjaśnić sytuacji, w której by go nie było, chyba że w taki sposób jak na rysunku. Czemu człowiek nie może sobie wyobrazić braku czasu? Bo czas jest bytem rozumowym. Oznacza to, że poznajemy go rozumowo, a nie możemy „wyłączyć” rozumu, stać się jak kamień żeby ten czas pojąć w sposób nie rozumny. Kamień jest umieszczony w czasie, ale jako przedmiot nie rozumny nie odczuwa upływu czasu nawet jeśli zmienia się jego konsystencja.
Dalszy ciąg tego rozumowania prowadzi nas do pytania o nicość, z której powstał świat. Wiemy już, że nicość nie znajduje się w czasie, ponieważ nie było nic, masy, czasu, pierwiastków. Powstaje jednak pytanie jak można mówić o nicości skoro znajdował się w niej Absolut, odpowiedź jest jednak dość jasna, Bóg przekracza nicość, jest także niematerialny więc nie ma tu sprzeczności. [Bóg jest w stosunku do nicości podobnie jak w stosunku do czasu]. Bóg stwarza więc świat z niczego. Co za tym idzie nie przekształca żadnych gotowych materiałów ale tworzy nowe. Powołuje do istnienia słowem.
”Scholastyka wyjaśnia to w następujący sposób: nicości nie można rozumieć jako zasady, czy też jako jakiejś rzeczy, która poprzedza obecną rzeczywistość. Stworzenie świata „z niczego” oznacza, że świat nie posiada żadnej pierwotnej materii – rzeczywistości zarówno poza Bogiem jak i w samym Bogu, z której zostałby stworzony, a która służyłaby Bogu jako materia pierwsza, nieuformowana przed stworzeniem świata, z której świat by się ukształtował.”
Na zakończenie podsumujemy zależność stworzonego świata od Boga.
„Kiedy człowiek wykona jakiś przedmiot, istnieje on niezależnie od swego wykonawcy. Inaczej jest w przypadku stworzenia. Świat stworzony przez Boga zależy całkowicie od Niego w każdym momencie swego istnienia, jak zależał od Boga w chwili zaistnienia. Samo istnienie świata opiera się bowiem na woli Bożej podtrzymującej świat w istnieniu; wszystko zależy nieustannie od stwórczej woli Boga. Wiemy, że obraz świata nie jest już dzisiaj statyczny, ale w ruchu, w rozwoju, otwarty na nowe możliwości, dlatego świat tym bardziej potrzebuje obecności stwórczego działania Bożego.”
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Wyszukiwarka
O mnie
- Łukasz
- Warszawa, Mazowsze, Poland
- Jestem studentem 3 roku filozofi. Lubię poznawać nowych ludzi, podróżować, żartować, robić ciągle coś nowego, odkrywać. Mam dziewczynę też studiuje filozofię na 3 roku. Kontakt: gg 4798704 Skype Lukas8656 Mail lukas86-1986@o2.pl